Morderstwo Daniela Jaźwińskiego w sklepie "Ultimo"
w warszawskim Śródmieściu w grudniu 1997 r.

 

Aktualizacja 13.01.2005 r.

Serwis ZSRE czyli UE
Witryna uniosceptyków

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Trzeci proces domniemanej zabójczyni z Ultimo

Anna Jaźwińska, zeznając przed warszawskim sądem okręgowym, po raz kolejny wskazała Beatę K. jako zabójczynię swego męża w sklepie Ultimo, w grudniu 1997 roku. To już trzeci proces w tej sprawie, dwa poprzednie zakończyły się uniewinnieniem K., oba wyroki uchylił jednak sąd apelacyjny.

- Widziałam jak Beata K. celuje w kierunku mojego męża. Padł strzał, widziałam jak mąż upada. Skierowała broń w moją stronę, nie pamiętam strzału, poczułam krew. Więcej nie pamiętam - relacjonowała w poniedziałek, płacząc Jaźwińska.

Beata K. była ekspedientką w sklepie Ultimo. W grudniu 1997 roku, została stamtąd dyscyplinarnie zwolniona za kradzież. Według ustaleń prokuratury i wcześniejszych zeznań Jaźwińskiej (wówczas kierowniczki sklepu), K. kilka dni po zwolnieniu weszła do sklepu i kilka razy strzeliła do niej i do jej męża Daniela. Miała też wziąć pieniądze z kasetki znajdującej się w sklepie. Mąż Jaźwińskiej zginął, ona sama ciężko ranna trafiła do szpitala. K. odpowiada z wolnej stopy i nie przyznaje się do winy.

Za serwisami INTERIA.PL, WP z dn. 10.01.2005 r.


Wróciło Ultimo

Pod zarzutem zabójstwa Daniela Jaźwińskiego i postrzelenia jego żony Anny na ławie oskarżonych znów zasiadła Beata K., była ekspedientka ze sklepu Ultimo przy Nowym Świecie.

Wczoraj po raz trzeci przed Sądem Okręgowym rozpoczął się proces w sprawie zbrodni sprzed siedmiu lat. Beata K. od początku nie przyznaje się do winy. Obciążają ją jednak zeznania Anny Jaźwińskiej, jednej z ofiar zamachu w butiku Ultimo. Gdy ranna kobieta odzyskała przytomność, wskazała Beatę K. jako osobę, która do niej strzelała. Była ekspedientka sklepu na dwa lata trafiła za kraty. Wyszła w październiku 1999 roku, kiedy sąd pierwszy raz ją uniewinnił. Sąd Apelacyjny nakazał rozpoznać sprawę ponownie. Po raz drugi w pierwszej instancji zapadł wyrok uniewinniający. I kolejny raz Sąd Apelacyjny ten wyrok uchylił. W rozpoczętym wczoraj procesie sąd będzie mógł przesłuchać konkubenta oskarżonej oraz jego rodziców. Wcześniej nie mógł tego zrobić, bo cała trójka razem z Beatą K. zasiadała na ławie oskarżonych. Odpowiadali za utrudnianie śledztwa i składanie fałszywych zeznań, które dawały alibi byłej ekspedientce.

BLIK

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 26.11.2004 r.


7. rok procesu o zabójstwo w butiku Ultimo

W toczącym się przed Sądem Okręgowym w Warszawie procesie Beaty K., oskarżonej o zabójstwo Daniela Jaźwińskiego i postrzelenie jego żony Anny, sąd będzie mógł przesłuchać w charakterze świadka jej konkubenta Piotra N., jego matkę Halinę K. i ojczyma Andrzeja K.

W poprzednich procesach nie było to możliwe, gdyż wszyscy oni byli oskarżonymi w jednym procesie. Prokuratura zarzuciła Piotrowi N., jego matce Halinie K. i ojczymowi Andrzejowi K. utrudnianie śledztwa i składanie fałszywych zeznań, dających alibi głównej oskarżonej.

Sąd przychylił się do sugestii Sądu Apelacyjnego i wniosku pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego Anny Jaźwińskiej i wyodrębnił stawiane im zarzuty do odrębnego postępowania.

Beata K. była ekspedientką w sklepie sieci Ultimo. W grudniu 1997 r. dyscyplinarnie zwolniono ją za kradzież ze sklepu. Według ustaleń prokuratury i zeznań Anny Jaźwińskiej, Beata K. kilka dni po zwolnieniu weszła do sklepu i kilka razy strzeliła do kierowniczki sklepu - Anny Jaźwińskiej (która wykryła jej kradzież) oraz do jej męża Daniela. Wzięła też pieniądze z kasetki znajdującej się w sklepie. Ciężko ranna Jaźwińska po raz pierwszy rozmawiała z policjantami 17 grudnia 1997 r. niedługo po tym, jak odzyskała przytomność. Wtedy też wskazała Beatę K. jako zabójczynię swego męża.

Za serwisem WP z dn. 25.11.2004 r.


Po raz trzeci ruszył proces w sprawie zabójstwa w sklepie "Ultimo"

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie rozpoczął się w czwartek trzeci proces Beaty K., oskarżonej o zabójstwo Daniela Jaźwińskiego i postrzelenie jego żony Anny w grudniu 1997 roku w sklepie "Ultimo" przy ul. Nowy Świat w Warszawie.

Po raz pierwszy zeznawać w roli świadków będą, oskarżeni o składanie fałszywych zeznań - jej ówczesny konkubent, jego matka i ojczym.

Sąd Apelacyjny już dwukrotnie w tej sprawie uchylał wyroki I instancji i nakazywał ponowne zbadanie sprawy - oba były uniewinniające. Po raz pierwszy w październiku 1999 r i po raz drugi w maju 2003.

Beata K. była ekspedientką w sklepie sieci "Ultimo". W grudniu 1997 r. dyscyplinarnie zwolniono ją za kradzież ze sklepu. Według ustaleń prokuratury i zeznań Anny Jaźwińskiej, Beata K. kilka dni po zwolnieniu weszła do sklepu i kilka razy strzeliła do kierowniczki sklepu - Anny Jaźwińskiej (która wykryła jej kradzież) oraz do jej męża Daniela. Wzięła też pieniądze z kasetki znajdującej się w sklepie. Ciężko ranna Jaźwińska po raz pierwszy rozmawiała z policjantami 17 grudnia 1997 r. po godz. 22, niedługo po tym, jak odzyskała przytomność. Wtedy też wskazała Beatę K. jako zabójczynię swego męża.

Odpowiadająca w czwartek z wolnej stopy Beata K. nie przyznała się do zarzucanych jej łącznie czterech czynów. Oprócz zabójstwa, usiłowania zabójstwa i kradzieży, jest to także nielegalne posiadanie broni. Nie chciała składać wyjaśnień, ani odpowiadać na pytania, więc sąd odczytywał jej poprzednie wyjaśnienia ze śledztwa i procesów.

Sąd przychylił się do sugestii Sądu Apelacyjnego (który uchylił pierwszy wyrok) i wniosku pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego Anny Jaźwińskiej i wyodrębnił zarzuty stawiane jej ówczesnemu konkubentowi Piotrowi N., jego matce Halinie K. i ojczymowi Andrzejowi K. do oddzielnego postępowania. Prowadzone ono będzie przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieście. Prokuratura zarzuciła całej trójce utrudnianie śledztwa i składanie fałszywych zeznań, dających alibi głównej oskarżonej.

Dzięki temu zabiegowi będzie można ich przesłuchać w charakterze świadków, oraz odczytywać im m.in. protokoły z przesłuchań, na których występowali w takim charakterze. Świadkowie zeznają pod przysięgą. Na zadawane pytania muszą udzielić odpowiedzi, chyba, że oskarżony jest dla świadka osobą najbliższą lub odpowiedź może jego lub osobę najbliższą narazić na odpowiedzialność karną za przestępstwo lub przestępstwo skarbowe. Podczas gdy oskarżeni mają prawo do odmowy składania wyjaśnień i odpowiadania na pytania.

Podczas drugiego procesu sąd nie uwzględnił wniosku prokuratora o wyodrębnienie zarzutów.

W czwartek został przesłuchany pierwszy ze świadków ówczesny konkubent Beaty K. - Piotr N.

W grudniu 1997, dwa dni po zabójstwie, przesłuchiwany Piotr N. stwierdził, że Beata K. mu wyznała, że to ona "dokonała tego przestępstwa". "Prosiła, żebym mówił, że byłem z nią tego wieczora, a gdyby policja pytała, to żebym mówił, że byliśmy u rodziców" - brzmi fragment jego zeznania, odczytanego w sądzie. Piotr N. zeznał wtedy, że w dniu zabójstwa, popołudniu, kiedy wychodzili z kancelarii adwokackiej na ul. Świętokrzyskiej, gdzie Beata K. radziła się w sprawie pozwania spółki "Ultimo" za wyrzucenie z pracy, K. była "bardzo zdenerwowana, powiedziała, że "raczej nie wygra tej sprawy i że wszystko jest stracone". Następnie ku jego zdziwieniu, "bo wcześniej tego nie mówiła, dodała, że musi coś jeszcze załatwić na mieście, a on, żeby sam wrócił do domu".

W marcu 1998 r. zeznania te wycofał. W czwartek uzasadniał, że "policjanci przesłuchujący go robili mu pranie mózgu, znęcali się nad nim psychicznie, szturchano go, ciągnięto za włosy, poniżano i straszono". Świadek podpisał protokół, ale nie pamiętał, czy przeczytał go. Jak argumentował, "policjanci dali mu do zrozumienia, że jeśli podpisze te zeznania, to oni dadzą mu spokój". "To były wymuszone zeznania" - dodał.

Piotr N. zmieniał też zdanie o tym, jak powstawał ten protokół. Raz skłaniał się do tego, że policjant mówił, a on przytakiwał, innym razem, że zamknął się w sobie i nic nie mówił, a to policjanci sami napisali lub zaczerpnęli fakty ze złożonego przez niego oświadczenia. Podpisując "nie wiedziałem, że obciążam Beatę" - powiedział. "Nie pamiętam też, kiedy uświadomiłem sobie to, że ją oskarżyłem".

W czwartek przed pięcioosobowym składem orzekającym (dwóch sędziów zawodowych i trzech ławników - taki wymagany jest w sprawach zagrożonych wyrokiem dożywocia) potwierdził, że "Beata K. nigdy nie powiedziała mu, że to zrobiła".

Za serwisem Onet.pl z dn. 25.11.2004 r.


O zabójstwie w sklepie

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie rozpoczął się dzisiaj trzeci proces Beaty K., oskarżonej o zabójstwo Daniela Jaźwińskiego i postrzelenie jego żony Anny w grudniu 1997 roku w sklepie Ultimo przy ul. Nowy Świat w Warszawie.

Sąd Apelacyjny już dwukrotnie w tej sprawie uchylał wyroki I instancji - oba były uniewinniające. Po raz pierwszy w październiku 1999 r. i po raz drugi w maju 2003. Za każdym razem sąd wyższej instancji uchylał wyrok i nakazywał ponowne zbadanie sprawy.

W procesie, oprócz Beaty K., na ławie oskarżonych zasiada też jej konkubent Piotr N. i jego rodzice. Prokuratura zarzuciła im utrudnianie śledztwa i składanie fałszywych zeznań, dających alibi głównej oskarżonej.

Beata K. była ekspedientką w sklepie sieci Ultimo. W grudniu 1997 r. dyscyplinarnie zwolniono ją za kradzież ze sklepu. Według ustaleń prokuratury i zeznań Anny Jaźwińskiej, Beata K. kilka dni po zwolnieniu weszła do sklepu i kilka razy strzeliła do kierowniczki sklepu - Anny Jaźwińskiej (która wykryła jej kradzież) oraz do jej męża Daniela. Wzięła też pieniądze z kasetki znajdującej się w sklepie. Ciężko ranna Jaźwińska po raz pierwszy rozmawiała z policjantami 17 grudnia 1997 r. po godz. 22., niedługo po tym, jak odzyskała przytomność. Wtedy też wskazała Beatę K jako zabójczynię swego męża.

Za serwisem INTERIA.PL z dn. 25.11.2004 r.


"Ultimo": Uniewinnienie uchylone

Sprawa zabójstwa w sklepie Ultimo będzie rozpatrywana po raz trzeci. Warszawski Sąd Apelacyjny uchylił wyrok uniewinniający Beatę K. od zarzutu zabójstwa Daniela Jaźwińskiego i postrzelenia jego żony Anny w 1997 roku.

Sąd Okręgowy w Warszawie dwukrotnie uniewinnił Beatę K. od popełnienia zarzuconego jej czynu. Po raz pierwszy w październiku 1999 r. (sąd wyższej instancji uchylił ten wyrok i nakazał ponowne zbadanie sprawy) i po raz drugi w maju 2003.

Kluczowe dowody dla sprawy to zeznania Anny Jaźwińskiej, która rozmawiając z policjantami niedługo po odzyskaniu przytomności, wskazała jako zabójczynię Beatę K. Sądowi ani prokuraturze i policji nie udało się jednak ustalić, z jakiej broni padły strzały. Sąd nie doszedł też do tego, jaki Beata K. mogła mieć motyw, gdyby przyjąć, że to ona zabiła.

Nieuwzględnienie całokształtu sprawy i ocena materiału dowodowego wbrew zasadom logiki to główne przyczyny uchylenia wyroku.

Anna Jaźwińska po wyjściu z sali rozpraw nie kryła radości. "Przypuszczałam, że tak to się skończy, będę walczyć. Nie spodziewam się zbyt wiele, ale ciągle mam nadzieję" - powiedziała dziennikarzom. To właśnie jej zeznania były głównym dowodem w sprawie.

Beata K. wskazywana przez Jaźwińską jako zabójczyni jej męża nie chciała komentować wyroku Sądu Apelacyjnego.

Za serwisami Onet.pl, WP, INTERIA.PL z dn. 20.01.2004 r.


Sprawa zabójstwa w sklepie Ultimo - po raz trzeci

Sprawa zabójstwa w sklepie Ultimo będzie rozpatrywana po raz trzeci. Warszawski Sąd Apelacyjny uchylił wyrok uniewinniający Beatę K. od zarzutu zabójstwa Daniela Jaźwińskiego i postrzelenia jego żony Anny w 1997 roku.

Sąd Okręgowy w Warszawie dwukrotnie uniewinnił Beatę K. od popełnienia zarzuconego jej czynu. Po raz pierwszy w październiku 1999 r. (sąd wyższej instancji uchylił ten wyrok i nakazał ponowne zbadanie sprawy) i po raz drugi w maju 2003.

Kluczowe dowody dla sprawy to zeznania Anny Jaźwińskiej, która rozmawiając z policjantami niedługo po odzyskaniu przytomności, wskazała jako zabójczynię Beatę K. Sądowi ani prokuraturze i policji nie udało się jednak ustalić, z jakiej broni padły strzały. Sąd nie doszedł też do tego, jaki Beata K. mogła mieć motyw, gdyby przyjąć, że to ona zabiła.

Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 20.01.2004 r.


Czy proces był ważny, skoro sąd się pomylił?

Skład orzekający w sprawie zabójstwa w butiku przy Nowym Świecie, wydając wyrok, popełnił błąd. Czy proces trzeba będzie prowadzić od nowa?

Jeszcze nie przebrzmiały echa czwartkowego wyroku uniewinniającego Beatę K. od zarzutu zabójstwa Daniela Jaźwińskiego i usiłowanie zabójstwa jego żony Anny, a o sprawie znów jest głośno. Wczoraj w kuluarach sądowych mówiło się tylko o jednym - podczas wydawania wyroku sąd popełnił błąd. Spekulowano, że proces trzeba będzie powtarzać.

Zabrakło zarzutu

W czym rzecz? Beata K., główna oskarżona w sprawie jednego z najgłośniejszych zabójstw ostatnich lat, miała postawione cztery zarzuty: zabójstwo Daniela Jaźwińskiego, usiłowanie zabójstwa Anny Jaźwińskiej, kradzież pieniędzy oraz nielegalne posiadanie broni. Od trzech pierwszych zarzutów sąd ją uniewinnił, nie odniósł się jednak do ostatniego. - Czytałem wyrok - powiedział przewodniczący wydziału, w którym toczył się proces, sędzia Marek Celej. - Rzeczywiście, nie ma w nim tego zarzutu. Trudno powiedzieć, co się stało. Widocznie doszło do strasznej pomyłki.

- Już na sali sądowej zastanawiałem się, czy aby się nie przesłyszałem - opowiada oskarżyciel w procesie zabójstwa w Ultimo prokurator Marcin Zalewski. - Wieczorem śledziłem relacje różnych stacji telewizyjnych. Nie ma, po prostu nie ma! Nie osądzono tego zarzutu. Cóż, dwa lata wyjęte z życiorysu, bo przecież tyle toczył się ten proces.

Ile stron, tyle poglądów

Ile stron w sprawie, tyle zdań na temat, co teraz z nią będzie. Zdaniem sędziego Celeja, wszystko jest do naprawienia. - Zarzut ten osądzimy oddzielnie - mówi. Jego zdaniem, nie dojdzie do powtarzania procesu. Ostatecznie zadecyduje o tym jednak sąd. - To byłoby pozbawione logiki - prokurator Zalewski ma przeciwne zdanie. - Wszystkie zarzuty były ze sobą ściśle powiązane: orzeczenie niewinności w przypadku trzech pierwszych oznacza automatycznie takie samo orzeczenie w przypadku czwartego zarzutu. Nie da się tego rozdzielić.

Pomyłki się zdarzają

Co do jednego wszyscy są jednak zgodni. Tego rodzaju pomyłki, choć rzadko, jednak się zdarzają. Przypomnijmy, że podobną wpadkę, też związaną z zarzutem nielegalnego posiadania broni, kilka lat temu miała sędzia Barbara Piwnik podczas wydawania wyroku na rabusiów ze sklepu w Grodzisku Mazowieckim. - Tak się sprawy kończą, jak sędziowie i prokuratorzy mają na głowie nawał prac papierkowych - ocenia prokurator Zalewski. - Myślę, że ta pomyłka spowodowana jest tempem prac, w jakich żyją i działają dzisiaj sędziowie - broni kolegów sędzia Celej. - Nie myli się tylko ten, kto nie pracuje.

Za dziennikiem "Życie Warszawy" z dn. 20.05.2003


Zabójstwo w "Ultimo": Sąd pominął zarzut

Będzie postępowanie w celu wyjaśnienia przyczyny, dla której warszawski sąd pominął jeden zarzut w wydanym w zeszłym tygodniu wyroku o zabójstwo w sklepie "Ultimo".

W czwartek warszawski Sąd Okręgowy uniewinnił Beatę K. od zarzutu zabójstwa Daniela Jaźwińskiego w butiku "Ultimo" na Nowym Świecie w Warszawie w grudniu 1997 r. oraz od zarzutu próby zabójstwa jego żony.

W poniedziałek "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że sąd "zapomniał" o rozstrzygnięciu zarzutu nielegalnego posiadania broni przez oskarżoną. Może to oznaczać w konsekwencji albo konieczność dodatkowego procesu co do tylko tego zarzutu, albo też ponowne rozpatrzenie całej sprawy.

"Na razie trudno mówić, czy należałoby wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec sędziów" - powiedział PAP sędzia Marek Celej, przewodniczący wydziału, w którym toczył się proces.

Zapowiedział, że przyczyna błędu będzie dopiero wyjaśniana. "Może nastąpił splot nieszczęśliwych okoliczności, a może doszło do niechlujstwa i wtedy trzeba będzie zastanowić się nad dalszymi krokami" - oświadczył sędzia.

Za serwisem informacyjnym Onet.pl z dn. 19.05.2003 r.


Zabójstwo przy Nowym Świecie

Rana dłoni wywołała nowe wątpliwości

W dobiegającym końca procesie o zabójstwo przy Nowym Świecie w Warszawie sąd ponownie przesłuchał biegłego medycyny sądowej. Jego zdaniem otarcia ręki ofiary powstały przed trafieniem kulą. Może to podawać w wątpliwość zeznania żony zabitego, która nie wspominała o tej ranie.

Przypomnijmy: w grudniu 1997 r. w sklepie odzieżowym Ultimo przy ul. Nowy Świat 36 (centrum Warszawy) zastrzelono Daniela Jaźwińskiego i ciężko postrzelono pracującą tam jego żonę Annę. Kobieta zaraz po odzyskaniu przytomności wskazała sprawcę zbrodni - jej zdaniem strzelała Beata K., zatrudniona wcześniej w bliźniaczym butiku. Motywem miała być zemsta. Anna Jaźwińska przygotowała prowokację, po której Beatę K. zwolniono z pracy. Wysłała nową pracownicę, by kupiła spodnie od Beaty K. Sprzedaż nie została potwierdzona paragonem, a pieniądze za towar nie pojawiły się w kasie.

W pierwszym procesie zeznania pokrzywdzonej nie przekonały warszawskiego Sądu Okręgowego. Uniewinniając Beatę K., zaznaczył, że nie zarzuca pokrzywdzonej kłamstwa, ale nie może wykluczyć, że podaje własną, a nie obiektywną prawdę, lub powtarza wersję zasugerowaną. Wyrok ten uchylił sąd apelacyjny, który nakazał powtórzyć proces.

Miał on już się kończyć, ale sąd nabrał nowych wątpliwości i zdecydował się ponownie przesłuchać lekarza medycyny sądowej, który przeprowadzał sekcję zwłok Daniela Jaźwińskiego. Poproszono go, by wyjaśnił kwestię rany na prawej ręce zastrzelonego. - Kiedy powstały te obrażenia? - dociekał sąd. - Nasilenie krwawienia wskazuje, że obrażenia ręki powstały nieco wcześniej niż rany postrzałowe - odpowiedział biegły. Nie potrafił dokładnie określić czasu, jaki minął od powstania rany do postrzału. - Mogły być to minuty, ale mogło też minąć pół godziny. - Oglądał pan fotografie z miejsca zdarzenia. Czy zauważył pan tam przedmiot, który mógł spowodować taką ranę? - dopytywał się sąd. - Nie - usłyszał w odpowiedzi.

Sprawa ma znaczenie o tyle, że Anna Jaźwińska w swych zeznaniach nie wspominała o ranie ręki. Jej zdaniem mąż wyszedł z łazienki i chwilę później padł strzał, po którym przewrócił się na ziemię.

Od oceny wiarygodności jej zeznań tak naprawdę zależy wyrok w tej sprawie. Kobieta jest bowiem jedynym naocznym świadkiem zbrodni. Uznanie jej wersji za wiarygodną będzie oznaczać wyrok skazujący dla Beaty K. Wszelkie wątpliwości sąd musi rozstrzygnąć na korzyść oskarżonej.

Proces przerwano do 3 kwietnia. Sąd wysłucha wówczas mów końcowych. Już wczoraj zastrzegł, że ze względu na wyjątkowo zawiły charakter sprawy będzie potrzebował czasu na wydanie werdyktu.

Sławomir Wikariak

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 06.03.2002 r.


Coś, o czym Anna wcześniej nie mówiła

Rana ręki u Daniela Jaźwińskiego, męża Anny, zabitego w sklepie Ultimo, powstała zanim trafiła go kula - zeznał biegły medyk sądowy. To nowy element w sprawie.

Przesłuchiwany wczoraj lekarz medycyny sądowej przeprowadzał sekcję zwłok Daniela Jaźwińskiego. Mężczyzna zginął od kuli w grudniu 1997 r. w butiku Ultimo przy Nowym Świecie 36. Jego żona została ranna. Kiedy odzyskała przytomność, wskazała na zabójcę. Twierdzi, że strzelała Beata K., jej była pracownica.

Oskarżona zatrudniona była w bliźniaczym butiku przy ul. Świętokrzyskiej. Kiedy jej szefowa nabrała podejrzeń, że kobieta kradnie, przygotowała prowokację. Wysłała do sklepu dziewczynę, która kupiła spodnie. Obsługiwała ją Beata K. Ta jednak nie potwierdziła transakcji paragonem, a w kasie zabrakło pieniędzy za sprzedany towar. Po tej wpadce Beata K. została zwolniona. Do zabójstwa doszło kilkanaście dni po tym, jak oskarżona wyleciała z pracy. Prokuratura uważa, że motywem zbrodni była m.in. zemsta za zwolnienie.

W pierwszym procesie oskarżona została jednak uniewinniona od zarzutu zabójstwa. Sąd nie dał wiary zeznaniom żony ofiary, jedynego naocznego świadka zdarzenia. Sąd apelacyjny uchylił jednak ten wyrok i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. Od miesięcy sąd ustala więc okoliczności jednej z najgłośniejszych zbrodni ostatnich lat od nowa. Jeszcze raz przesłuchał biegłego medyka.

Podczas wczorajszej rozprawy gros czasu poświęcono ranie, ujawnionej podczas sekcji zwłok, na prawej ręce Daniela Jaźwińskiego. Zdaniem lekarza, feralnego dnia mężczyzna najpierw został zraniony w rękę, a dopiero potem trafiła go kula. - Nasilenie krwawienia wskazuje, że obrażenia ręki powstały w okresie nieco wcześniejszym niż rany postrzałowe - dowodził. - Mogły to być minuty, ale mogło też minąć pół godziny.

Sąd dociekał, czy na miejscu zdarzenia biegły widział przedmiot, którym Daniel Jaźwiński mógł się zranić. - Nie - odpowiedział lekarz. Czy ta opinia przemówi na korzyść oskarżonej? Sęk w tym, że wyrok w tej sprawie zależy od oceny wiarygodności zeznań Anny Jaźwińskiej. A ta nigdy nie wspominała o tym, by jej mąż przed zdarzeniem bądź w jego trakcie czymś się zranił. Poszkodowana, występująca w procesie w roli oskarżyciela posiłkowego, wspominała, że strzał padł na chwilę po tym, jak małżonek wyszedł z łazienki. Potem upadł na podłogę.

Końca procesu spodziewano się już od tygodni. Wczorajsze przesłuchanie biegłego sądowego było ostatnie. Na najbliższej rozprawie, którą zaplanowano na 3 kwietnia, przemówią strony procesu.

Za dziennikiem "Życie Warszawy" z dn. 06.03.2003 r.


Sprawa Ultimo na finiszu

Sprawa zabójstwa w sklepie Ultimo dobiega końca. Wczoraj sąd wysłuchał ostatniego świadka - biegłego medycyny sądowej.

- Rana na dłoni Daniela Jaźwińskiego powstała wcześniej niż rany postrzałowe - stwierdził. Może to podawać w wątpliwość słowa żony zabitego, która o otarciu naskórka na ręce męża nic nie wspomniała.

Przypomnijmy. Do tragedii doszło 16 grudnia 1997 roku, na zapleczu sklepu Ultimo przy Nowym Świecie. Anna Jaźwińska cudem przeżyła, jej mąż zginął. Po odzyskaniu przytomności kobieta wskazała morderczynię - Beatę K. Jej zeznania były jedynym dowodem w sprawie, ale sąd jej nie uwierzył. Wydał wyrok uniewinniający Beatę K. Sąd Apelacyjny nie utrzymał tego wyroku. Kazał sprawę rozpatrzyć raz jeszcze, skupiając się na zeznaniach Anny Jaźwińskiej. Ponieważ kobieta jest jedynym naocznym świadkiem zdarzenia, uznanie jej wersji oznaczać będzie wydanie wyroku skazującego dla Beaty K.

Wczoraj sąd postanowił po raz kolejny przesłuchać biegłego medyka. Okazało się, że otarcie naskórka na dłoni Daniela Jaźwińskiego powstało, zanim trafiła go kula. Jego żona, Anna Jaźwińska, nigdy o tej ranie nie wspomniała. Mówiła, że mąż wyszedł z łazienki i chwilę później padł strzał.

- Kiedy powstały obrażenia na ręce? - pytał sąd.

- Mogły minąć minuty, ale mogło to być też pół godziny przed - ocenił biegły.

- A czy zauważył pan na podstawie fotografii, by był tam jakiś przedmiot, który mógł spowodować taką ranę? - dopytywał sąd.

- Nie - padła krótka odpowiedź.

Następna rozprawa 3 kwietnia. Sąd wysłucha wtedy głosów stron.

Anna Białkiewicz

Za dziennikiem "Super Express" z dn. 06.03.2003 r.


Sprawa zabójstwa w Ultimo odroczona do kwietnia

Sąd Okręgowy w Warszawie po raz trzeci odroczył wystąpienia stron w procesie Beaty K. oskarżonej o zabójstwo i usiłowanie zabójstwa w sklepie Ultimo przy ulicy Nowy Świat w Warszawie w grudniu 1997 roku. Sąd postanowił, że mowy końcowe będą wygłoszone 3 kwietnia.

Przesłuchiwany w środę przez Sąd biegły medycyny sądowej, potwierdził wcześniejszą ekspertyzę z oględzin zwłok zastrzelonego Daniela Jaźwińskiego. Według tej opinii, zmarł on w wyniku śmiertelnych postrzałów. Biegły nie potrafił jednak odpowiedzieć na pytanie o pochodzenie głębokiej rany na dłoni zastrzelonego. Stwierdził tylko , że powstała ona kilka minut przed oddaniem strzałów. W wyjaśnieniach Anny Jaźwińskiej, żony zastrzelonego, na podstawie których oparty jest akt oskarżenia, nie ma w ogóle mowy o istnieniu takiej rany.

Zeznania Jaźwińskiej, która twierdzi, że to Beata K. zabiła jej męża, były podstawowym dowodem w poprzednim procesie, ponieważ nie znaleziono broni i nie było innych świadków. Prokuratura domagała się dla Beaty K. dożywocia. Sąd pierwszej instancji nie dał jednak wiary zeznaniom Jaźwińskiej i uznał, że Beata K. nie jest winna.

Sąd Apelacyjny nakazał rozpatrzyć sprawę ponownie, uznając, że sąd pierwszej instancji zbyt dowolnie ocenił dowody w sprawie i niesłusznie zakwestionował zeznania Jaźwińskiej. Podczas drugiego procesu biegli orzekli, iż Jaźwińska nie kłamie, nie konfabuluje i nikt jej nie zasugerował zeznań składanych wcześniej. Opinia ta różni się od poprzedniej ekspertyzy, w której biegli uznali, że choć Jaźwińska mówi prawdę, ma jednak amnezję "o zakresie niemożliwym do określenia".

Oskarżona Beata K. odpowiada z wolnej stopy. Nie przyznaje się do zarzucanych jej czynów. Była ekspedientką w sklepie sieci "Ultimo". W grudniu 1997 roku dyscyplinarnie zwolniono ją za kradzież ze sklepu.

Według aktu oskarżenia, kilka dni po zwolnieniu Beata K. wtargnęła do innego sklepu tej sieci na Nowym Świecie i kilka razy strzeliła do kierowniczki sklepu - Anny Jaźwińskiej oraz do jej męża Daniela. Wcześniej kierowniczka wykryła kradzież, której dokonała Beata K. Rannego mężczyznę oskarżona miała dobić strzałem w plecy. Ciężko ranna Jaźwińska - przeżyła.(iza)

Za serwisem Wirtualnej Polski z dn. 06.03.2003 r.


Kasetka z Ultimo pachniała Beatą K.

Sąd będzie miał trudny orzech do zgryzienia wydając wyrok w sprawie zabójstwa w sklepie Ultimo. Nowa opinia biegłego od zapachów jest jednoznaczna. Zapach w kasetce po pieniądzach nie mógł przetrwać tygodnia. Beata K. musiała dotykać tej kasetki w dniu zabójstwa - mówi Anna Jaźwińska.

O powtórzenie ekspertyzy zapachowej walczył obrońca postrzelonej Anny Jaźwińskiej, żony zamordowanego Daniela.

Przypomnijmy. Do tragedii doszło trzy lata temu, 16 grudnia na zapleczu sklepu Ultimo przy Nowym Świecie. Anna cudem przeżyła, jej mąż zginął. Po odzyskaniu przytomności kobieta wskazała morderczynię. Sąd jednak uniewinnił Beatę K. Sąd Apelacyjny kazał sprawę rozpatrzyć raz jeszcze, skupiając się na zeznaniach Anny Jaźwińskiej i dokładnie badając zapach.

Zapach oskarżonej Beaty K. policja wykryła w sklepowej kasetce kilka godzin po przestępstwie. Wiadomo było, że Beata K. pracowała w tym sklepie tydzień wcześniej, więc obrońcy twierdzili, że zapach nie pochodzi z dnia zabójstwa.

Ale czy jest możliwe, by mógł utrzymać się tyle dni? Przesłuchani do tej pory dwaj biegli nie potrafili odpowiedzieć kategorycznie. Wczoraj nastąpił przełom. - Nie jest to możliwe - powiedział biegły osmolog. Wyjaśnił, że metal słabo wchłania zapachy. Utrzymują się na nim do 60 godzin. Nie ma więc mowy, by pozostawiony zapach oskarżonej Beaty K. pochodził sprzed tygodnia.

17 grudnia sąd wysłucha głosów stron.

Anna Białkiewicz

Za dziennikiem "Super Express" z dn. 14.11.2002


Zabójstwo przy Nowym Świecie

Dwie kasy w jednym sklepie

Podczas wczorajszej rozprawy w procesie przed Sądem Okręgowym w Warszawie o zabójstwo w butiku przy Nowym Świecie okazało się, że nie wszystkie zakupy, jakich w nim dokonywano, rejestrowano w kasie fiskalnej.

16 grudnia 1997 r. w sklepie odzieżowym Ultimo przy ul. Nowy Świat 36 w centrum Warszawy ciężko postrzelono pracującą tam Annę Jaźwińską i zabito jej męża. Zaraz po odzyskaniu przytomności pokrzywdzona wskazała na Beatę K., byłą pracownicę bliźniaczego butiku. Warszawski Sąd Okręgowy uniewinnił kobietę, ale Sąd Apelacyjny uchylił ten wyrok i proces jest prowadzony od nowa.

Anna Jaźwińska sądzi, że powodem zabójstwa mogła być zemsta. Podejrzewając, że Beata K. okrada swojego pracodawcę, kobieta wpadła na pomysł "zakupu kontrolowanego". Po skonsultowaniu się z szefem Jaźwińska wysłała do sklepu jako klientkę swoją pracownicę. Choć Beata K. sprzedała jej spodnie, pieniądze za nie nie pojawiły się w kasie. W tej sytuacji właściciel Ultimo zwolnił ekspedientkę.

Wczoraj jednak okazało się, że w sklepie były dwie kasy: jedna fiskalna, druga tradycyjna. Przyciśnięta do muru przez sąd pracownica sklepu przyznała, że rachunki w obu kasach różniły się. - Skoro tak, to w jaki sposób stwierdzono, że Beata K. nie wprowadziła utargu? - pytał sąd. Świadek nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. - A co decydowało, do jakiej kasy wbijało się wpływy? - dociekał sąd.

- Trochę do jednej, trochę do drugiej - tłumaczyła ekspedientka.

Po jej zeznaniach oświadczenie złożyła Anna Jaźwińska. - Jeśli coś nie było zarejestrowane w jednej kasie, to musiało być w drugiej - wyjaśniła.

- Pani usiłuje uzasadnić swoje podejrzenia o kradzież, a my tutaj rozważamy, po co w ogóle były dwie kasy - przerwał jej sąd. Proces odroczono do 13 maja. WIK

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 29.03.2002 r.


Zbrodnia przy Nowym Świecie

Wyglądało tak jak zwykle

Sprawdzałem szyby, drzwi i kraty - tak swoje obowiązki opisywał wczoraj przed warszawskim Sądem Okręgowym ochroniarz, jeden ze świadków występujących w procesie o zabójstwo przy Nowym Świecie. Było tak jak zwykle - twierdzi.

Mężczyzna, który przez siedem lat ochraniał także sąsiednie sklepy, zapewnia, że nic szczególnego tego dnia nie zauważył. - Sklep był zamknięty tak jak zwykle, w okolicy nie zauważyłem żadnego podejrzanego auta - twierdzi. Dopiero kiedy wracał z obchodu, zauważył w okolicy grupkę ludzi. Byli to najbliżsi Anny i Daniela Jaźwińskich, zaniepokojeni ich nieobecnością. Mężczyzna zadzwonił po właściciela sklepu.

- Widziałem zabitego mężczyznę leżącego na podłodze, w koło jego głowy była krew - wspominał wczoraj świadek.

O zwyczajach panujących w sklepie opowiadała zaś jedna z pracownic. - Zamykała go zawsze pani Ania - mówiła. Kiedy sąd dociekał, czy zawsze, odparła: Zawsze wychodziłam wcześniej niż ona. Kobieta twierdzi też, że nie słyszała nic o nieuczciwości którejkolwiek z ekspedientek. - Byłam nowa i nawet jeśli coś takiego by się działo, to do mnie nie dotarłyby wiadomości o tym - twierdziła. Inna z ekspedientek potwierdziła, że tego tragicznego dnia Anna Jaźwińska została w sklepie sama.

A.ł.

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 15.01.2001 r.


Wznowiono proces w sprawie zabójstwa w sklepie "Ultimo" 

Anna Jaźwińska po raz kolejny zeznała, że jej męża zabiła Beata K. Sąd Okręgowy w Warszawie kontynuował w poniedziałek ponowny proces Beaty K., oskarżonej o zabójstwo i usiłowanie zabójstwa w sklepie w Warszawie. 

Sąd, który odczytał także wcześniejsze zeznania Jaźwińskiej, zapytał ją, dlaczego z każdym kolejnym protokołem zyskiwała coraz większą pewność, że zabójczynią jej męża jest Beata K. "Na początku nie wierzyłam w to, co się stało" - odpowiedziała. 

Sąd postanowił jeszcze raz poddać Jaźwińską badaniu psychologicznemu, by biegli orzekli, jaka jest jej zdolność postrzegania i oceny, czy ma skłonność do konfabulacji i czy emocje mogły wpłynąć na treść zeznań. 26-letnia Beata K. jest oskarżona o zabicie Daniela Jaźwińskiego oraz usiłowanie zabójstwa Anny Jaźwińskiej. W pierwszej instancji sąd uniewinnił Beatę K. od zarzutu zabójstwa, apelacja nakazała ponowne rozpatrzenie sprawy. 

Beata K. była ekspedientką w sklepie sieci "Ultimo". W grudniu 1997 r. dyscyplinarnie zwolniono ją za kradzież ze sklepu. Według aktu oskarżenia, kilka dni po zwolnieniu wtargnęła do innego sklepu tej sieci na Nowym Świecie i kilka razy strzeliła do kierowniczki sklepu - Anny Jaźwińskiej (która wykryła jej kradzież) oraz do jej męża Daniela. Rannego mężczyznę miała dobić strzałem w plecy. Ciężko ranna kobieta przeżyła. W październiku 1999 r. warszawski Sąd Okręgowy uniewinnił Beatę K. Od początku jako sprawczynię wskazywała ją Jaźwińska, która mówiła, że to K. zastrzeliła jej męża i raniła ją samą. Sąd Okręgowy uznał, że zeznania Jaźwińskiej obciążające Beatę K. mogły być jej zasugerowane, i uniewinnił Beatę K. Według sądu, przekonanie poszkodowanej, że to Beata K. strzelała do niej i męża, mogło również wynikać z "późniejszych przemyśleń, jakoby jedynie ona mogła to zrobić". Sąd argumentował, że świadkowie w procesie zeznawali, iż Beata K. była "jedynym wrogiem" Jaźwińskiej. (PAP) 

Za "Dziennikiem Internetowym" PAP 


Zabójstwo przy Nowym Świecie 

Za zamkniętymi drzwiami 

Za zamkniętymi drzwiami warszawski Sąd Okręgowy wysłuchał opinii biegłych psychologów na temat prawdomówności pokrzywdzonej Anny Jaźwińskiej. 

Anna Jaźwińska jest jedynym naocznym świadkiem zbrodni, dlatego od oceny jej wiarygodności zależy wyrok w tej sprawie. Zeznając po czterech latach od wydarzeń, nie potrafiła już podać wielu szczegółów. Nie miała jednak wątpliwości, że to oskarżona Beata K. zastrzeliła jej męża, a ją ciężko raniła. 

W poniedziałek sąd przesłuchał biegłych z zakresu psychologii. Wystawili oni swoją opinię na podstawie akt sprawy, zeznań i badania Jaźwińskiej. Przed ujawnieniem wyników poprosili sąd o wyłączenie jawności rozprawy ze względu na tajemnicę lekarską. 

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że biegli potwierdzili prawdomówność i nie dopatrzyli się u niej skłonności do konfabulacji. - Po raz drugi przekonałem się, że Anna Jaźwińska nie kłamała. Tyle tylko mogę powiedzieć - oświadczył po wyjściu z sali rozpraw Krzysztof Orszagh, przedstawiciel społeczny. 

W pierwszym procesie, który zakończył się uniewinnieniem Beaty K., biegli również uznali zeznania Jaźwińskiej za wiarygodne. Za normalną reakcję uznali, że pamięta pewne zdarzenia, a innych nie. - W takich sytuacjach człowiek koncentruje się na najbardziej traumatycznych czynnikach. Nie ma nic dziwnego w tym, że pamięta twarz napastnika, a nie może sobie przypomnieć, w co był ubrany - oceniali. Ich zdaniem niekompletność relacji potwierdza wartość zeznań. - Świadczy o tym, że nie stara się na siłę sprostać stawianym jej wymaganiom i mówi tylko to, czego jest pewna. 

Przyznali jednocześnie, że możliwe jest wypełnianie luk w pamięci treściami zasugerowanymi. - Jednak w tym konkretnym przypadku nie zauważyłam takiego mechanizmu. Powiedziałabym, że była bardziej podatna na współczucie innych, niż na ich sugestie - mówiła wówczas psycholog. 

WIK 

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 20.11.2001 r.


Zabójstwo przy Nowym Świecie 

Wspomnienia sprzed czterech lat 

Anna Jaźwińska nadal jest pewna, że to Beata K. zastrzeliła jej męża. Nie potrafi sobie jednak przypomnieć wielu szczegółów. - To było cztery lata temu - tłumaczyła przed warszawskim Sądem Okręgowym. 

Po uchyleniu wyroku uniewinniającego Beatę K. przez Sąd Apelacyjny głośna sprawa zabójstwa w butiku Ultimo toczy się ponownie w pierwszej instancji. Wczoraj zeznawała żona zamordowanego Daniela Jaźwińskiego. Jej pełnomocnik poprosił, by przesłuchano ją pod nieobecność oskarżonej. - W pierwszym procesie, gdy pokrzywdzona składała zeznania, Beata K. reagowała śmiechem - uzasadnił. Sąd nie uwzględnił tego wniosku. 

Pani Jaźwińska po raz kolejny opowiedziała swoją wersję zdarzenia. Tragicznego dnia nie miało jej być w pracy, bo zachorowała córka. Szef jednak nalegał, by przyjechała chociaż na kilka godzin. Wieczorem zamknęła sklep, a gdy wszyscy pracownicy wyszli, zaczęła podliczać utarg. W tym czasie przyjechał po nią mąż Daniel. - Ujrzałam Beatę K. na schodach do piwnicy. Wyciągnęła broń. Krzyknęłam do męża: "Danielku, ona ma broń". Mąż wyszedł z toalety i wówczas do niego strzeliła. Potem poczułam, jak wylewa się ze mnie krew. Następne, co pamiętam, to widok pochylającego się nade mną lekarza i jego słowa: "Dzień dobry, jest pani na intensywnej terapii" - relacjonowała pokrzywdzona. 

- Czy kobieta, która oddała strzały, jest w tej sali? - spytał prokurator. - To ona - odpowiedziała Jaźwińska, wskazując Beatę K. 

Sąd zwrócił uwagę na rozbieżności w jej zeznaniach. W śledztwie mówiła, że to ona sama wpuściła zabójczynię. - Dziś tak to pamiętam, ale minęły już cztery lata. Wtedy na pewno pamiętałam dokładniej - tłumaczyła Jaźwińska. Nie potrafiła odpowiedzieć na większość szczegółowych pytań sądu. - Jak była ubrana oskarżona? Czy miała na włosach czapkę lub przepaskę? Czy miała jakieś ozdoby? - Nie pamiętam. Naprawdę nie pamiętam - mówiła przez łzy. 

Anna Jaźwińska sądzi, że powodem zabójstwa mogła być zemsta. Kobieta podejrzewała, że Beata K. okrada swojego pracodawcę. Wpadła więc na pomysł "zakupu kontrolowanego". Po skonsultowaniu się z szefem Jaźwińska wysłała do sklepu jako klientkę swą pracownicę. Choć Beata K. sprzedała jej spodnie, pieniądze za nie nie pojawiły się w kasie. W tej sytuacji właściciel Ultimo zwolnił ekspedientkę. - Czy nadal uważa pani, że motywem była zemsta? - spytał sąd. - Nadal tak sądzę, ale teraz myślę, że dodatkowym motywem mogła być chęć pozyskania pieniędzy - stwierdziła ofiara. Z kasetki zginęło od 3 do 6 tys. zł. 

W pierwszym procesie uniewinniając Beatę K., sąd przyjął, iż pokrzywdzona mogła ulec sugestii policjantów lub mogła przyjąć najbardziej prawdopodobną wersję zdarzeń. Nowy skład orzekający stara się rozstrzygnąć te wątpliwości. - Czy policjanci znali wskazaną przez panią osobę? - Nie odniosłam takiego wrażenia. - Czy przed ich pytaniami próbowała pani sobie sama na nie odpowiadać? - Pierwsze dni w szpitalu były jak sen. Spałam, budziłam się, rozmawiałam i znów zasypiałam - mówiła Anna Jaźwińska. 

W pierwszych zeznaniach złożonych w szpitalu powiedziała, że jest na 99 proc. pewna, iż strzelała do niej Beata K. Później mówiła już o 100 proc. pewności. - Dlaczego z każdym protokołem nabiera pani coraz większej pewności? - dociekał sąd. - Nie jestem w stanie wytłumaczyć tego od strony psychologicznej. Pamiętam, że początkowo nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. 

Zeznaniom Jaźwińskiej przysłuchiwali się biegli psycholodzy. 19 listopada wydadzą oni opinię na temat jej prawdomówności. 

Sławomir Wikariak 

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 06.11.2001 r. 


Anna Jaźwińska twierdzi, że tak 

Sąd po raz kolejny wyjaśnia, czy Beata K. zabiła męża swojej kierowniczki ze sklepu Ultimo 

Zapamiętała odgłos strzałów i twarz morderczyni. Czuła, jak krew wypływa jej z szyi i traciła przytomność. Wczoraj w sądzie Anna Jaźwińska po raz kolejny powtórzyła: - Jestem pewna, że to była Beata K. Nie mogę mieć wątpliwości, bo znałam ją od 6 lat. 

Trwa właśnie drugi już proces w sprawie zabójstwa w sklepie Ultimo. Według prokuratury, w grudniu 1997 roku Beata K., sprzedawczyni w sklepie z odzieżą, chciała zabić swoją kierowniczkę Annę Jaźwińską i zastrzeliła jej męża Daniela. Dlaczego? 

Dwa powody 

Kobieta, która cudem przeżyła, mówi, że powody była dwa. 

- Strzelała do mnie z zemsty za to, że przyczyniłam się do jej zwolnienia z pracy - mówi Anna. - Poza tym chciała zdobyć pieniądze. Znała zasady zamykania sklepu i trzymania pieniędzy. 

Jaźwińska niektórych szczegółów tragicznego dnia nie pamięta. Nie może sobie przypomnieć, jak morderczyni była ubrana, jaką miała broń, jak dostała się do sklepu. Na początku mówiła, że wpuściła ją sama. Później, że nie pamięta, nie wie, skąd Beata K. wzięła się w sklepie. Powtarza jedno: jej męża zastrzeliła Beata K., a potem próbowała zabić ją. 

- Jest pani w stu procentach pewna? - pytał prokurator. 

- Nie mam wątpliwości. 

Jeden procent niepewności 

Anna Jaźwińska przesłuchiwana przez prokuratora w szpitalu, zaraz po odzyskaniu przytomności, też wskazała na Beatę K. Podczas kolejnego przesłuchania powiedziała: 

- Jestem pewna na 99 procent. 

- A ten jeden procent? - pytał wczoraj sędzia Tomasz Grochowicz. 

- Bo ja nie wierzyłam w to, nie potrafiłam sobie racjonalnie wytłumaczyć dlaczego - tłumaczyła przyciszonym głosem Jaźwińska. 

- Czy przed przesłuchaniem zastanawiała się pani, kto strzelał? Odtwarzała pani to zdarzenie w myślach? - pytał sąd. 

- Ja nie analizowałam niczego. Przecież takie rzeczy dzieją się na filmie, a nie w życiu - mówiła Jaźwińska. 

- To dlaczego z każdym następnym przesłuchaniem nabiera pani większego przekonania, że to Beata K.? - dopytywał sąd. 

- Bo ja pamiętam to zdarzenie - odpowiedziała. 

Psycholog oceni 

Wczorajsze zeznania Anny Jaźwińskiej trwały kilka godzin. Kobieta spokojnie odpowiadała na wiele pytania. Na połowę z nich nie znała odpowiedzi. 

- Nie pamiętam - mówiła, gdy sąd pytał, czy zabójca miał czapkę, torbę, czy miał kurtkę z kieszeniami. 

- Nie wiem - powtarzała, gdy sąd chciał wiedzieć, o której wyszedł ostatni klient, kto zamknął drzwi od sklepu. 

Za każdym razem, gdy opowiadała o strzałach, mężu i o tym, jak słyszała bulgot własnej krwi, zaczynała płakać. 

Jej zeznaniom przez cały czas przysłuchiwali się biegli psycholodzy. Jeszcze w tym tygodniu zbadają oni pokrzywdzoną, a za dwa tygodnie wydadzą opinię. 

- Pani zeznania nie są zgodne, są bardzo różne, nacechowane dużą dawką emocji. Chcemy wiedzieć, jak emocje wpływają na treść zeznań, jaka jest zdolność postrzegania, czy ma pani skłonności do konfabulacji - mówił sędzia. 

Anna Jaźwińska nie tylko zgodziła się na badanie, ale sama je zaproponowała. 

Powtórka procesu 

Sprawa toczy się przed warszawskim sądem po raz drugi. 21 października 1999 roku Sąd Okręgowy uniewinnił Beatę K., uznając, że Anna Jaźwińskia odtwarza własną prawdę, niezgodną z rzeczywistością lub zeznania zostały jej zasugerowane. Apelował prokurator. W lipcu 2000 roku Sąd Apelacyjny uchylił ten wyrok i nakazał sprawę rozpatrzyć jeszcze raz. Uznał, że nie ma możliwości, by zeznania Anny Jaźwińskiej były jej zasugerowane. 

- Kto i kiedy miał jej zasugerować, co ma mówić? - pytała sędzia. - Trudno przyjąć, by po obudzeniu się ze śpiączki wskazała Beatę K. na podstawie logicznych przemyśleń. 

ANNA BIAŁKIEWICZ

Za dziennikiem "Super Express" z dn. 06.11.2001 r.


Proces o zabójstwo przy Nowym Świecie rozpoczął się po raz drugi

Nowe pytania, nowe wątpliwości

Przed warszawskim Sądem Okręgowym ponownie rozpoczął się wczoraj proces o głośne zabójstwo w sklepie przy Nowym Świecie. Niedoszła ofiara Anna Jaźwińska i domniemana zabójczyni Beata K. znów stanęły naprzeciwko siebie. Tak jak za pierwszym razem, oskarżona oświadczyła, że jest niewinna.
Tragiczne wydarzenia rozegrały się 16 grudnia 1997 r. w sklepie odzieżowym Ultimo przy ul. Nowy Świat 36. Pracująca tam Anna Jaźwińska właśnie zamykała sklep, gdy ktoś zapukał do drzwi. Wpuściła go do środka. Padły cztery strzały. Mąż pani Anny Daniel zginął na miejscu. Jego żonie lekarze uratowali życie.
Gdy tylko odzyskała w szpitalu przytomność, spytano ją o sprawcę. Postrzelona, jeszcze w szoku, wskazała na Beatę K., byłą pracownicę bliźniaczego butiku. Początkowo rozpoznała ją na 99 proc., potem jednak nabrała całkowitej pewności. Według niej motywem zbrodni mogła być zemsta. Kilka dni przed morderstwem jeden z właścicieli Ultimo zwolnił Beatę K., zarzucając jej kradzieże. Doprowadziła do tego prowokacja przygotowana przez Annę Jaźwińską. Wysłała ona nową pracownicę, by kupiła spodnie od Beaty K. Sprzedaż nie została potwierdzona paragonem, a pieniądze za towar nie pojawiły się w kasie.
Zeznania pokrzywdzonej nie przekonały warszawskiego SO. Uniewinniając Beatę K., zaznaczył, że nie zarzuca jej kłamstwa, ale nie może wykluczyć, iż podaje własną, a nie obiektywną prawdę, lub powtarza wersję zasugerowaną. Wyrok nie ostał się w drugiej instancji, która kazała powtórzyć proces.
Tym razem Beata K. odpowiada z wolności. Po wyroku uniewinniającym zwolniono ją z aresztu. Wróciła do Ostrówka, gdzie mieszkają jej rodzice. Przez rok była bezrobotna, od niedawna pracuje u księdza.
Choć w pierwszym procesie godziła się na zdjęcia, teraz nie chce pokazywać twarzy. - Mogłoby to być dla niej niebezpieczne; podróżuje koleją - tłumaczył mec. Tadeusz Cupryk, obrońca. Jego klientka przyszła do sądu w asyście czterech mężczyzn z rodziny. Ubrana elegancko, ale nie wyzywająco. Na korytarzu zachowywała spokój, ani na moment nie dając ponieść się emocjom. Siedząca kilka metrów dalej Anna Jaźwińska płakała.
Beata K. nie chciała składać wyjaśnień. Poprzestała na potwierdzeniu wcześniejszych protokołów. - Nie potrafię logicznie wyjaśnić, dlaczego pokrzywdzona mnie pomawia. Ona kłamie, ale nie wiem dlaczego - mówiła w śledztwie. Przy kolejnym przesłuchaniu dodała: - Być może chciała się zemścić; ona zawsze miała do mnie pretensje. - Co miała pani na myśli? - spytał sąd. - Koleżanki w pracy mówiły, że mi zazdrościła, bo miałam lepszy samochód i chodziłam dobrze ubrana. - Ale mówiła też pani o zemście. Za co pokrzywdzona miałaby się mścić? - dociekał sąd. - Nie wiem, ja jej niczego nie zrobiłam.
Podsądna podtrzymała wersję, według której w czasie zabójstwa była u rodziny narzeczonego. Jedli żurek, potem ciasto, rozmawiali, czy podać do sądu pracodawcę, który ją zwolnił. Wyszła wraz z narzeczonym między godz. 20 a 21. Pojechali do kwiaciarni, by zamówić dekorację na Wigilię. Było kilka minut przed godz. 22.
Sąd wychwycił tę nieścisłość. - W jakiej odległości od bloku jest kwiaciarnia? - spytał. - Około 100 m. - To co robiliście przez 55 minut? - Odebraliśmy samochód z parkingu i nim podjechaliśmy - odpowiedziała oskarżona. - I to zajęło tyle czasu? - Nie wiem.
Różnice czasowe próbował wytłumaczyć Piotr N., ówczesny narzeczony Beaty K., który wraz z matką i ojczymem odpowiada za składanie fałszywych zeznań. Według niego mieszkanie rodziców opuścili ok. 21.45. - A do kwiaciarni jest co najmniej 450 m - sprecyzował.
W jednym z protokołów ze śledztwa Piotr N. obciążył narzeczoną. - Oglądając w telewizji relację z zabójstwa, zaczęła płakać. Powiedziała, że to ona zrobiła. Prosiła, by w razie czego rodzice zaświadczyli, że byliśmy u nich - zapisano w aktach. Podobnie jak w pierwszym procesie, tak i teraz oskarżony odwołał te zeznania, twierdząc, że sfabrykował je policjant. - Dlaczego pan je podpisał? - spytał sąd. - Zostałem złamany. Wymuszono je na mnie - oświadczył Piotr N. Gdy zaznaczył, że nie bito go, sąd odczytał mu fragment kolejnych zeznań: "Bili mnie i kopali, gdy mówiłem coś nie tak". - Jak pan wytłumaczy tę rozbieżność? - To nie były mocne uderzenia, dlatego dziś o nich nie wspomniałem.
Pełnomocnika Anny Jaźwińskiej interesowało, dlaczego odwołał zeznania obciążające dopiero po trzech miesiącach, gdy wezwał go prokurator. - Próbowałem wcześniej skontaktować się z policją, ale nikt nie chciał mnie słuchać. - A ubiegał się pan w tym czasie o widzenie z narzeczoną? - Nie.
Zdaniem prokuratora alibi dla Beaty K. ustalił wraz z ojczymem przez telefon. Podsądny przyznał, że dzwonił do mieszkania rodziców. - Po co? - Po wiadomościach w telewizji byłem zdenerwowany i chciałem z kimś o tym porozmawiać - oświadczył Piotr N. Po kolejnym pytaniu przyznał, że mógł pytać, czy ojczym pamięta, że odwiedził go dzień wcześniej z narzeczoną. - Ale nie chodziło o żadne alibi.
Uchylając pierwszy wyrok, Sąd Apelacyjny zasugerował, by sprawę trójki oskarżonych o fałszywe zeznania wyłączyć do odrębnego postępowania. SO nie uznał tego za celowe. Zeznania potwierdzające winę Beaty K. nie będą więc mogły być uznane za dowód, gdyż Piotr N. obciążałby jednocześnie samego siebie.

Sławomir Wikariak

Za dziennikiem "Rzceczpospolita" z dn. 20.06.2001 r.


Zaczął się ponowny proces Beaty K. ws. zabójstwa w "Ultimo"

Przed warszawskim Sądem Okręgowym rozpoczął się wczoraj ponowny proces Beaty K., oskarżonej o zabójstwo i usiłowanie zabójstwa w sklepie przy Nowym Świecie w Warszawie. Pierwsza instancja uniewinniła ją od tego zarzutu, apelacja nakazała ponowne rozpatrzenie sprawy. 
26-letnia Beata K. jest oskarżona o zabicie Daniela Jaźwińskiego oraz usiłowanie zabójstwa Anny Jaźwińskiej. Beata K. była ekspedientką w sklepie sieci "Ultimo". W grudniu 1997 r. dyscyplinarnie zwolniono ją za kradzież ze sklepu. 
Według aktu oskarżenia, kilka dni po zwolnieniu wtargnęła do innego sklepu tej sieci na Nowym Świecie i kilka razy strzeliła do kierowniczki sklepu - Anny Jaźwińskiej (która wykryła jej kradzież) oraz do jej męża Daniela. Rannego mężczyznę miała dobić strzałem w plecy. Ciężko ranna kobieta przeżyła. 
W październiku 1999 r. warszawski Sąd Okręgowy uniewinnił Beatę K. Od początku jako sprawczynię wskazywała ją Jaźwińska, która mówiła, że to K. zastrzeliła jej męża i raniła ją samą. Sąd Okręgowy uznał, że zeznania Jaźwińskiej obciążające Beatę K. mogły być jej zasugerowane i uniewinnił Beatę K. Według sądu, przekonanie poszkodowanej, że to Beata K. strzelała do niej i męża, mogło również wynikać z "późniejszych przemyśleń, jakoby jedynie ona mogła to zrobić". Sąd argumentował, że świadkowie w procesie zeznawali, iż Beata K. była "jedynym wrogiem" Jaźwińskiej. 
Biegli, choć uznali, że poszkodowana mówi - subiektywnie - prawdę, podkreślali także, że ma ona amnezję "o zakresie niemożliwym do określenia". Uzasadniając uniewinnienie sąd przypomniał o zasadzie domniemania niewinności i o tym, że wątpliwości nie można rozstrzygać na niekorzyść oskarżonych. 
W lipcu 2000 r. Sąd Apelacyjny uchylił wyrok i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. Zdaniem sądu, sąd I instancji wykroczył poza ramy swobodnej oceny dowodów i ocenił je w sposób dowolny. Niesłusznie również zakwestionował zeznania głównej pokrzywdzonej Anny Jaźwińskiej, która cudem przeżyła. 
Sąd przypomniał, że biegli psychologowie i psychiatra stwierdzili, iż Jaźwińska nie ma skłonności do konfabulowania, zaś niepamięć niektórych szczegółów może wynikać na przykład z tego, iż pierwsze jej przesłuchanie miało miejsce bezpośrednio po odzyskaniu przytomności, kiedy umysł nie jest jeszcze zdolny do odtworzenia wszystkich szczegółów danego zajścia. 
We wtorek proces rozpoczął się od nowa. Odpowiadająca z wolnej stopy Beata K. nie przyznała się do zarzucanych jej czynów. Nie chciała składać zeznań, więc sąd odczytywał jej poprzednie wyjaśnienia ze śledztwa i procesu. We wtorek nie umiała wyjaśnić, dlaczego w swoich zeznaniach stwierdziła, że Jaźwińska ją oskarża, "gdyż chciała się zemścić". 
Nie umiała też wytłumaczyć, dlaczego w swoich wcześniejszych zeznaniach stwierdziła, że Jaźwińska "ciągle miała do niej pretensje". Pytana przez sąd o co, K. powiedziała, że o to, że czasami spóźniała się do pracy. "I to miałby być powód, żeby Jaźwińska się mściła? Za co?" - pytała sędzia Barbara Sierpińska. "Nie wiem za co. Uważam, że ja jej nic nie zrobiłam" - odpowiedziała Kamińska. 
Na ławie oskarżonych zasiadają - obok Beaty K. - jej konkubent Piotr N., jego matka - Halina K. oraz ojczym - Andrzej K. Prokuratura oskarża ich o składanie fałszywych zeznań, chroniących Beatę K. We wtorek sąd nie uwzględnił wniosku prokuratora o wyłączenie ich sprawy do osobnego postępowania. 
Piotr N. również nie chciał składać wyjaśnień przed sądem, wobec czego odczytane mu zostały zeznania ze śledztwa. W jednym z nich, N. stwierdził, że Beata K. mu wyznała, że to ona "dokonała tego przestępstwa". "Prosiła, żebym mówił, że byłem z nią tego wieczora, a gdyby policja pytała, to żebym mówił, że byliśmy u rodziców" - zeznał w grudniu 1997 r. Piotr N. 
"To były wymuszone zeznania. Policjanci bili mnie, wyzywali. Policjant mówił, a ja przytakiwałem. Podpisałem protokół obciążający Beatę, bo powiedziano mi, że wtedy mój koszmar się skończy" - mówił we wtorek przed sądem Piotr N. 
Swoje zeznania z grudnia 1997 r. Piotr N. odwołał dopiero trzy miesiące po złożeniu zeznań obciążających Beatę K. Na pytanie, dlaczego tak późno, skoro dotyczyły osoby, z którą wiązał swoją przyszłość, Piotr N. odpowiedział, że próbował wcześniej, ale policja nie chciała go słuchać, a z prokuratorem nie dał rady się skontaktować. "A czy w ciągu tych trzech miesięcy próbował pan chociaż ubiegać się o widzenie z Beatą K." - pytał prokurator. "Nie" - padła odpowiedź. "Ja byłem załamany psychicznie; do tej pory tak jest" - dodał Piotr N. 
Następna rozprawa - 20 czerwca.

Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn. 20.06.2001 r.


PROCES 

Zbrodnia przy Nowym Świecie

To była egzekucja - twierdzi prokurator

To była zaplanowana i przygotowana egzekucja - tak żądanie podwójnego dożywocia dla Beaty K., oskarżonej o dokonanie i usiłowanie zabójstwa, uzasadniał w poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Warszawie prokurator. Obrońca Beaty K. twierdzi, iż jego klientka jest niewinna i niezdolna do dokonania tak strasznego czynu. Wyrok zapadnie 11 października.
Do tragicznego wydarzenia doszło 16 grudnia 1997 r. w sklepie odzieżowym Ultimo przy ul. Nowy Świat 36 w Warszawie. Prowadząca go Anna Jaźwińska właśnie zamykała, gdy ktoś zapukał. Według niej była to Beata K., kiedyś pracownica firmy Ultimo. Późniejsze zdarzenia znane są z relacji pani Jaźwińskiej. - Po wejściu Beata zaczęła coś krzyczeć. Gdy w jej ręku zobaczyłam broń, zawołałam męża - zeznała w śledztwie. Desperatka skierowała rewolwer w stronę nadchodzącego Daniela Jaźwińskiego. Potem padły strzały. Pierwsza kula trafiła mężczyznę, druga jego żonę. Konającego dobił kolejny strzał, ranna kobieta straciła przytomność. Odzyskała ją w szpitalu, a pilnującym policjantom, w obecności lekarza dyżurnego, podała nazwisko Beaty K. jako sprawczyni.
Uciekając z miejsca zbrodni, Beata K. miała ukraść z kasetki utarg z trzech sklepów Ultimo. Właściciel szacuje stratę na 3 do 6 tys. zł. Zapach pozostawiony przez podsądną na kasetce jest jednym z dowodów w sprawie. Podsądna nie przyznawała się do winy.
- Beata K. szła do sklepu z zamiarem dokonania zabójstwa. To była egzekucja. Oskarżoną zgubiła pewność siebie, nie przypuszczała, że postrzelona Anna Jaźwińska jeszcze żyje - mówił prokurator. Wspominał też o motywie zbrodni. Za jedyny - jego zdaniem - można uznać zwolnienie z pracy Beaty K., kiedy wydało się, że kradnie.
Zażądał dla niej podwójnego dożywocia: jednego za zabójstwo Daniela Jaźwińskiego, drugiego za usiłowanie zabójstwa jego żony Anny.
Dla pozostałych oskarżonych: Piotra N., byłego narzeczonego Beaty K., oraz małżeństwa Haliny i Andrzeja K., stojących pod zarzutem składania fałszywych zeznań, które miały utrudnić śledztwo, wnosił o kary po 4 lata więzienia.
Mec. Jerzy Biejat, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych: Anny (żony Daniela) i Huberta Jaźwińskich (jego brat), mówił, iż jest głęboko przekonany, że na ławie oskarżonych siedzi właściwa osoba. - Przekonują mnie o tym dowody zebrane w sprawie, bo dwa z nich: zeznania pani Jaźwińskiej oraz Piotra N. (pierwsze, w których zeznał, iż Beata K. przyznała przed nim, iż to ona dokonała tego czynu), są pierwszoplanowe. Obydwa przesądzają o winie Beaty K. Za motyw mec. Biejat uważa nie samo zwolnienie jej z pracy, lecz odcięcie od możliwości łatwego zdobywania większych pieniędzy. Poparł prokuratorskie żądanie kary.
Opanowana do tej pory Anna Jaźwińska wczoraj nie wytrzymała. W ostatnim słowie mówiła o krzywdzie, jaką uczyniła jej oskarżona. - Widziałam i wiem, kto zabił mojego męża i strzelał do mnie - twierdziła kategorycznie. Jej zdaniem postawa Beaty K. podczas procesu była tylko grą. Obrońca Beaty K. przekonywał, iż jego klientka jest niewinna i niezdolna do popełnienia tak okrutnego czynu. - W tej sprawie jest wiele wątpliwości (nieokreślenie broni, z której strzelano, przestrzelona kurtka Anny Jaźwińskiej, która twierdzi, iż nie miała jej na sobie), a takie należy rozstrzygać na korzyść oskarżonej.
Beata K. w ostatnim słowie, płacząc, powiedziała: - Nie mogłabym czegoś takiego zrobić.
Halina K. (matka Piotra N.) zapewniała, że w dniu i godzinie zdarzenia Beata K. siedziała z nią przy stole. Prosiła o uniewinnienie, gdyż broni słusznej sprawy. Jej mąż Andrzej K. stwierdził natomiast, że Annie Jaźwińskiej zatarła się granica między jawą a snem. Na koniec dodał, iż jest niewinny.
Wyrok zapadnie 11 października.

Agata Łukaszewicz

Za dziennikiem "Rzeczpospolita"

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 04.04.2001 r.