Morderstwo na warszawskim Wawrzyszewie - styczeń 1996 r.

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Aktualizacja 25.03.2002 r.

Zadali sąsiadowi kilkanaście ciosów nożem

Dwadzieścia pięć lat więzienia po raz trzeci

Już po raz trzeci warszawski Sąd Okręgowy skazał na 25 lat więzienia dwóch oskarżonych o zabójstwo sąsiada. Poprzednie wyroki uchylił Sąd Apelacyjny. Teraz też obrońcy zapowiadają złożenie apelacji.

Marian B. zginął w styczniu 1996 r. z rąk swojego sąsiada Pawła P. i jego kolegi Piotra Z. Zabójcy zadali mu kilkanaście ciosów nożem. Z mieszkania ofiary zrabowali sejf z biżuterią, zbiór monet, magnetowid i odzież. Już dwa dni później policja zatrzymała sprawców. Podczas procesu wzajemnie obciążyli się winą.

- Nie wiemy, który z nich zadawał ciosy nożem. Działali jednak razem i w porozumieniu, z pełną akceptacją wzajemnych zachowań. Wspólnie realizowali zamiar zabójstwa - uznał wczoraj sąd, wymierzając im po 25 lat więzienia. Na wymiar kary wpłynęła szczególna brutalność sprawców. - Przestali dopiero zadawać ciosy, gdy złamał się nóż i ostrze zostało w ciele ofiary - podkreślił sędzia sprawozdawca Andrzej Krasnodębski. Sąd był surowy także dlatego, że choć od zabójstwa minęło prawie 6 lat, nie zauważył, "by oskarżeni zrozumieli, co zrobili, i wyrazili skruchę".

W mowie końcowej obrońcy przekonywali, że ich klienci powinni odpowiadać za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Sąd zgodził się z prokuratorem, który zakwalifikował czyn jako zabójstwo. - W tym składzie nie mogliśmy wydać innego wyroku, żeby być w zgodzie z własnym sumieniem - powiedział sędzia Krasnodębski.

Pierwszy wyrok w tej sprawie (także 25 lat więzienia) wydano w 1998 r. SA uchylił go jednak, gdyż nie ustalono, kto zadał śmiertelne ciosy. W drugim procesie oskarżonych także skazano na 25 lat więzienia. I znów SA cofnął sprawę do pierwszej instancji. Tym razem nie rozpoznawał nawet apelacji obrońców. Powód był formalny: w protokołach z pierwszej instancji nie odnotowano odczytania wyjaśnień oskarżonych ze śledztwa.

WIK

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 07.12.2001 r.


Wyrok 25 lat więzienia uchylony z powodów formalnych

Trzeci raz to samo

Warszawski Sąd Okręgowy będzie musiał rozpoznać sprawę o zabójstwo Mariana B. trzeci raz tylko dlatego, że w protokołach z rozpraw nie odnotowano odczytania wyjaśnień oskarżonych ze śledztwa.

Pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł w czerwcu 1998 r. Oskarżeni dwudziestolatkowie: Paweł Piskło i Piotr Zyśk dostali po 25 lat, choć prokurator żądał 15 lat. Sprawę cofnięto do pierwszej instancji, gdyż nie ustalono, kto zadał śmiertelne ciosy. W drugim procesie, w 2000 r., sąd wydał taki sam wyrok, uznając obu podsądnych za winnych zabójstwa. Apelacje od tego werdyktu złożyli obrońcy obu podsądnych. Przekonywali, że ich klientom nie dowiedziono zamiaru zabójstwa. Prokurator Zbigniew Goszczyński replikował: "Czy włamanie do sąsiada, który zna jednego ze sprawców, bez jednoczesnego planu zamordowania go, ma w ogóle sens? Przecież sąsiad powiadomiłby policję".

Wczoraj SA postanowił uchylić wyrok i zwrócić sprawę do ponownego rozpoznania w pierwszej instancji. Podkreślił, że decyzja ta nie oznacza uwzględnienia apelacji obrońców. - Tych w ogóle nie rozpoznawano merytorycznie - oznajmił sąd. O uchyleniu wyroków zadecydowały względy formalne. S.A. uznał, że sąd pierwszej instancji dopuścił się poważnego błędu. Nie odczytał wyjaśnień oskarżonych ze śledztwa. Jeśli różnią się one od tych złożonych na rozprawie, sąd jest do zobowiązany je ujawnić. - Niewykluczone, że zostały one odczytane, ale nie odnotowano tego w protokole z rozprawy - powiedziano w uzasadnieniu.

Mariana B. zamordowano w jego mieszkaniu na warszawskim Wawrzyszewie w styczniu 1996 r. kilkunastoma ciosami nożem. O zabójstwo oskarżono młodego sąsiada ofiary Pawła Piskłę i jego kolegę Piotra Zyśkę. Odurzeni klejem i alkoholem liczyli na spory łup - starszy mężczyzna uchodził za zamożnego. Z mieszkania zabrali magnetowid, telefon, dwie kurtki, trochę złota i mały sejf. W czasie procesu twierdzili, że pomógł im go otworzyć jakiś taksówkarz. U niego mieli zostawić na przechowanie zawartość skrytki.

Obaj podsądni wyparli się winy, obciążając się nawzajem. Piskło twierdził, że to kompan namówił go do okradzenia sąsiada. - Mieliśmy go poddusić paskiem. Nie zabić, tylko obezwładnić - powiedział w trakcie jednego z przesłuchań. Nie potrafił wyjaśnić, jak doszło do zabójstwa, ale jako sprawcę wskazał Zyśkę. - Nie widziałem, jak zadawał ciosy nożem, usłyszałem tylko charczenie. Zyśk w czasie śledztwa mówił zaś: "Widziałem, jak Paweł uderzał nożem w serce".

Sławomir Wikariak

Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 13.07.2001 r.


Wyrok za zabójstwo Mariana B.

Nie musieli się przyznawać

- Może 25 lat więzienia doprowadzi do tego, że oskarżeni dokonają oceny własnego postępowania - z taką nadzieją warszawski Sąd Okręgowy wydał wczoraj wyrok w sparwie brutalnego zabjstwa Mariana B.
Mężczyzna został zamordowany w styczniu 1996 r. we włąsnym domu przy ulicy Petofiego na Wawrzyszewie. Mimo że już pierwsza rana była śmiertelna, oprawcy wybijali nóż w ciało B. aż 15 razy.
O dokonanie zbrodni prokuratura oskarżyła 25-letniego Pawła Piskło i rok młodszego Piotra Zyśkę. Pierwszy był bliskim sąsiadem Mariana B.
Wczorajszy wyrok jest  już drugim, jaki zapadł w sprawie zabójstwa na Wawrzyszewie. Za pierwszym razem, kiedy w 1998 r. sąd I instancji skazał obydwu oskarżonych na kary po 25 lat więzienia, sprawa trafiła do sądu apelacyjnego. Ten polecił przeprowadzić proces raz jeszcze przed sądem okręgowym.
Wczoraj sędziowie uznali, że oskarżeni działali wspólniei w porozumieniu. Podkreślili, że choć żaden z nich nie przyznał się do zadania śmiertelnych ciosów, to nie ma to większego znaczenia. - Oskarżeni razem atakują, biją przewracają pokrzywdzonego - brzmiało uzasadnienie wyroku. - Okolicznoć, że jeden przenosi odpowiedzialność na drugiego, nie ma tu znaczenia.
Sędziowie przyjęli, że pomysł zabójstwa narodził się podczas picia alkoholu, gdy oskarżonym skończyły się pieniądze. - Rozważali możliwość uduszenia Mariana B. W tym celu zabrali ze sobą pasek - przypominała przewodnicząca składy orzekającego sędzia Irena Gorel. W wyroku odrzucono wersję, by Paweł Piskło i Piotr Zyśk szli tylko po to, by okraść Mariana B. - Oskarżeni idą do mieszkania Mariana B. bez narzędzi. Nie zakładają na twarz żadnychelementów maskujących - mówiła sędzi Gorel.
Z mieszkania państwa B. zginął sejf, w którym znajdowały sie zbiory numizmatyczne, biżuteria, papiery wartościowe. Sprawcy zabrali także magnetowid, tekefon, ubrania ze skóry i aparat fotograficzny - wszysko łącznej wartości 89 tys. zł.
Wyrok nie jest prawomocny. Obrońca Pawła Piskło nie wykluczył wczoraj wniesienia kolejnej apelacji. - Kary adekwatnej dla morderców nie ma - tak decyzję sądu skomentowała z kolei Maria B., wdowa po Marianie B., która w procesie wystąpiła w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Podczas ogłaszania wyroku na sali sądowej byli obecni także członkowie Stowarzyszenia Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej.
SAL

Artykuł z papierowego wydania dziennika "Życie Warszawy" z dn. 21-22.06.2000 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 23.06.2000 r.