Morderstwo Sławomira Sz. w grudniu 1998 r.
Aktualizacja 18.03.2001 r.
Serwis ZSRE czyli UE
Witryna uniosceptyków

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Sprawcy zabójstwa Sławomira Sz. skazani na kary po 25 lat więzienia
Nieznany motyw niepotrzebnej zbrodni

Kary 25 lat więzienia wymierzył wczoraj warszawski Sąd Okręgowy trójce sprawców zabójstwa Sławomira Sz. Starania o warunkowe przedterminowe zwolnienie mogą rozpocząć dopiero po odsiedzeniu 20 lat kary.
Po 25 lat więzienia dla winnych zabójstwa Sławomira Sz.; 3 lata pozbawienia wolności dla Łukasza W., który utrudniał śledztwo i ukrył zwłoki, oraz 2 lata bezwzględnego więzienia dla Anety D., która o zbrodni wiedziała, ale o niej nie poinformowała (podpita dziewczyna wykrzyczała o tym przy koleżankach 11 miesięcy po zabójstwie).

Skazani za zabójstwo Artur S., Tomasz B. i Katarzyna O. mogą ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po 20 latach pobytu w więzieniu. Kary orzeczone przez warszawski Sąd Okręgowy są wyższe od prokuratorskich żądań. - Są surowe, ale sprawiedliwe - mówiła sędzia Anna Pakulska-Jabłońska, przewodnicząca składu orzekającego.

Sąd twierdził, że mimo iż sprawcy przyznali się do winy, to trudno ustalić stan faktyczny. - Każdy, przyznając się, inaczej opisywał zdarzenie - podkreślał sąd. Następnie przypomniał efekt swoich ustaleń. Czwórka niespełna dwudziestoletnich ludzi postanowiła się zabawić. Spotkali się w mieszkaniu wynajmowanym przez Sławomira Sz., które dzielił z Anetą D. i ich dwuletnią córeczką. Dotarli tam: Tomasz B., Katarzyna O. oraz Artur S. Ten ostatni miał romans z Anetą D. Podczas imprezy suto zakrapianej alkoholem goście zaatakowali Sławomira Sz. Artur S. przyciskał mu poduszkę do twarzy, Tomasz B. siedział na klatce piersiowej, a Katarzyna O. trzymała broniącego się za nogi. Sąd zastanawiał się nad motywem zbrodni. Jeden z oskarżonych mówił o chęci zrabowania pieniędzy (chłopak miał saszetkę na szyi); Katarzyna O. twierdziła z kolei, że źle traktował swoją konkubinę (temu zaś zaprzeczała sama Aneta D.).

Na koniec Tomasz B. sprawdził puls ofiary. Zwłoki wrzucono do wersalki, a sprawcy położyli się spać. - To potworna, nikomu niepotrzebna zbrodnia - stwierdziła sędzia Pakulska. Dodała, że sprawcy działali z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia Sławomira Sz.

Artur S. okazał się, zdaniem sądu, szczególnie niewdzięczny wobec ofiary. Sławomir Sz. przygarnął go do mieszkania, załatwił mu pracę, a w zamian za to S. zainteresował się jego konkubiną.

Mimo że sąd znalazł okoliczności łagodzące dla sprawców, to uznał, że nie stanowią one przeciwwagi dla tego, co zrobili. Zdaniem sądu nie ma też powodu, aby przychylnym okiem spojrzeć na oskarżoną Katarzynę O. (prokurator żądał dla niej 15 lat). - Jej stwierdzenie, że spontanicznie przyłączyła się do zbrodni, jest przerażające - mówił sąd, przypominając, że miała wówczas 17 lat. - Czy to ma być okolicznością łagodząca? - pytał retorycznie.

Nie znalazł też usprawiedliwienia dla postawy Anety D. Zapewniał, że nie dał wiary jej spontanicznemu wyjawieniu sprawców zbrodni.

Wyrok nie jest prawomocny.

Agata Łukaszewicz

Za dziennikiem „Rzeczpospolita”



Surowy wyrok dla zabójców

Na kary 25 lat pozbawienia wolności skazał sąd okręgowy trzy osoby, które w grudniu 1998 r. udusiły Sławomira Sz. w jego własnym mieszkaniu na Pradze. Pozostałych dwoje oskarżonych dostało dwa i trzy lata więzienia.
Najmłodsza z trójki zabójców miała 17 lat, gdy w mieszkaniu na Pradze pomagała dusić Sławomira Sz. Jeżeli wyrok się uprawomocni, cała trójka spędzi w więzieniu najbliższe 25 lat.

Miłość, zdrada, alkohol, bestialska przemoc i precyzyjnie zatarte ślady to tło osądzonej wczoraj zbrodni. O mały włos sprawa nigdy nie trafiłaby do sądu, a zabójcy Sławomira Sz. pozostaliby bezkarni.

Do mordu doszło w nocy z 4 na 5 grudnia 1998 r. w małym mieszkaniu na Pradze wynajmowanym przez Anetę D. i jej chłopaka Sławomira Sz. On handlował zabawkami i odzieżą. Utrzymywał Anetę i ich dziecko. Żyli w umiarkowanym dostatku i – jak mówili ich znajomi – mieli ze sobą dobry kontakt. Był też ten trzeci – Artur S. Mimo że był wspólnikiem Sławka i jego dobrym kolegą, nie przeszkadzało mu to być kochankiem Anety. Dziewczyna już po śmierci Sławka urodziła mu dziecko.

Po prostu ich wkurzył

Przez pewien czas cała trójka mieszkała pod jednym dachem przy Elbląskiej. "Trójkąt" trwał pół roku i zakończył się zabójstwem.
Pamiętnego grudniowego wieczoru "była nawet sympatyczna atmosfera", jak później opisali ją oskarżeni. Na stole stała wódka, wokół siedzieli domownicy i znajomi – Tomasz B. (niezbyt rozgarnięty, często korzystał z pomocy Sławka - pożyczał pieniądze, nocował w jego mieszkaniu) i Katarzyna O. (nastolatka po przejściach, musiała się usamodzielnić, gdy skończyła 12 lat). Przed północą Aneta D. zabrała dziecko i na chwilę wyszła z mieszkania. Sławek poszedł spać. Ponoć na imprezie pijany Sławek zalecał się do Katarzyny, ponoć miał pieniądze, na które połasili się oprawcy. Wersji "ponoć" pojawiło się w procesie wiele. Faktem jest, że Artur S. i Tomasz B. rzucili się na śpiącego. Docisnęli do jego twarzy poduszkę. Mężczyzna walczył, kopał, odpychał oprawców. "Pomogła" Katarzyna O., która usiadła Sławkowi na nogach, żeby "nie wierzgał". Po 15 minutach walki jego serce przestało bić. Wtedy do mieszkania weszła Aneta D., która przeczekała zbrodnię na schodach. Na pytanie "co się stało?" odpowiedziała jej Katarzyna O., kopiąc trupa: – Zabiliśmy go, bo nas wkurzył.

Tapczan, taxi, studnia

Było mroźno, zabójcy postanowili ubrać zwłoki i posadzić na ławce w parku, by ludzie pomyśleli, że zamarzł. Ale już świtało i ktoś mógł ich zauważyć. Zapakowali więc ciało do tapczanu. Przeleżało w nim pięć dni, nim Łukasz W. – kochanek Katarzyny O. – ukrył ciało. Anecie i Arturowi trup w tapczanie nie przeszkadzał, spali w pokoju tak długo, aż smród nie kazał im usunąć zwłok. – Jak oskarżona była do tego zdolna? – pytała sędzia Anna Pakulska-Jabłońska.
– Nie spaliśmy na nim, tylko na kołdrze obok – odpowiedziała Aneta D. Łukasz W. zapakował zwłoki w sportową torbę. Później zalał je gaszonym wapnem i żrącą substancją, i wrzucił do studni przy odludnej ul. Tanecznej. Zawiózł je tam taksówką. By nie wzbudzić podejrzeń kierowcy, polał jeszcze ciało perfumami.

W sytuacji bez wyjścia

Jedenaście miesięcy później Aneta wraz z Arturem i koleżankami wracali z imprezy. Para kłóciła się. – Tylko zabijać potrafisz! – wrzasnęła Aneta do Artura. Sprawa się wydała i pod naciskiem koleżanek Aneta D. zgłosiła się na policję. Podczas przesłuchania, jak mówią policjanci, płakała i mówiła, że ma wszystkiego dosyć.
Piątka uczestników zbrodni została oskarżona. – Sąd wymierzył im surowe, ale sprawiedliwe kary – mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia. Tomasz B., Artur S. i Katarzyna O. skazani zostali na 25 lat więzienia, będą mieli prawo starać się o przedterminowe zwolnienie nie wcześniej niż za 20 lat. Łukasz W. dostał trzy lata, natomiast Aneta D., która – jak to określiła przewodnicząca - "stanęła pod drobnym zarzutem, ale jej osoba ťwisiałaŤ nad tą sprawą" skazana została na dwa lata więzienia. Wyrok jest nieprawomocny, a obrońcy zapowiedzieli apelację.

Sebastian Leosz
16-03-2001 23:53

Za dziennikiem „Gazeta Wyborcza” z dn. 17-18.03.2001 r.

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 18.03.2001 r.