Witryna eurosceptyków
Główna witryna
Unii Polityki Realnej
|
PROCES
Zbrodnia przy Nowym Świecie
To była egzekucja -
twierdzi prokurator
To była zaplanowana i
przygotowana egzekucja - tak żądanie podwójnego dożywocia dla Beaty K.,
oskarżonej o dokonanie i usiłowanie zabójstwa, uzasadniał w poniedziałek
przed Sądem Okręgowym w Warszawie prokurator. Obrońca Beaty K. twierdzi,
iż jego klientka jest niewinna i niezdolna do dokonania tak strasznego
czynu. Wyrok zapadnie 11 października.
Do tragicznego wydarzenia
doszło 16 grudnia 1997 r. w sklepie odzieżowym Ultimo przy ul. Nowy Świat
36 w Warszawie. Prowadząca go Anna Jaźwińska właśnie zamykała, gdy ktoś
zapukał. Według niej była to Beata K., kiedyś pracownica firmy Ultimo.
Późniejsze zdarzenia znane są z relacji pani Jaźwińskiej. - Po wejściu
Beata zaczęła coś krzyczeć. Gdy w jej ręku zobaczyłam broń, zawołałam męża
- zeznała w śledztwie. Desperatka skierowała rewolwer w stronę nadchodzącego
Daniela Jaźwińskiego. Potem padły strzały. Pierwsza kula trafiła mężczyznę,
druga jego żonę. Konającego dobił kolejny strzał, ranna kobieta straciła
przytomność. Odzyskała ją w szpitalu, a pilnującym policjantom, w obecności
lekarza dyżurnego, podała nazwisko Beaty K. jako sprawczyni.
Uciekając z miejsca zbrodni,
Beata K. miała ukraść z kasetki utarg z trzech sklepów Ultimo. Właściciel
szacuje stratę na 3 do 6 tys. zł. Zapach pozostawiony przez podsądną na
kasetce jest jednym z dowodów w sprawie. Podsądna nie przyznawała się do
winy.
- Beata K. szła do sklepu
z zamiarem dokonania zabójstwa. To była egzekucja. Oskarżoną zgubiła pewność
siebie, nie przypuszczała, że postrzelona Anna Jaźwińska jeszcze żyje -
mówił prokurator. Wspominał też o motywie zbrodni. Za jedyny - jego zdaniem
- można uznać zwolnienie z pracy Beaty K., kiedy wydało się, że kradnie.
Zażądał dla niej podwójnego
dożywocia: jednego za zabójstwo Daniela Jaźwińskiego, drugiego za usiłowanie
zabójstwa jego żony Anny.
Dla pozostałych oskarżonych:
Piotra N., byłego narzeczonego Beaty K., oraz małżeństwa Haliny i Andrzeja
K., stojących pod zarzutem składania fałszywych zeznań, które miały utrudnić
śledztwo, wnosił o kary po 4 lata więzienia.
Mec. Jerzy Biejat, pełnomocnik
oskarżycieli posiłkowych: Anny (żony Daniela) i Huberta Jaźwińskich (jego
brat), mówił, iż jest głęboko przekonany, że na ławie oskarżonych siedzi
właściwa osoba. - Przekonują mnie o tym dowody zebrane w sprawie, bo dwa
z nich: zeznania pani Jaźwińskiej oraz Piotra N. (pierwsze, w których zeznał,
iż Beata K. przyznała przed nim, iż to ona dokonała tego czynu), są pierwszoplanowe.
Obydwa przesądzają o winie Beaty K. Za motyw mec. Biejat uważa nie samo
zwolnienie jej z pracy, lecz odcięcie od możliwości łatwego zdobywania
większych pieniędzy. Poparł prokuratorskie żądanie kary.
Opanowana do tej pory
Anna Jaźwińska wczoraj nie wytrzymała. W ostatnim słowie mówiła o krzywdzie,
jaką uczyniła jej oskarżona. - Widziałam i wiem, kto zabił mojego męża
i strzelał do mnie - twierdziła kategorycznie. Jej zdaniem postawa Beaty
K. podczas procesu była tylko grą. Obrońca Beaty K. przekonywał, iż jego
klientka jest niewinna i niezdolna do popełnienia tak okrutnego czynu.
- W tej sprawie jest wiele wątpliwości (nieokreślenie broni, z której strzelano,
przestrzelona kurtka Anny Jaźwińskiej, która twierdzi, iż nie miała jej
na sobie), a takie należy rozstrzygać na korzyść oskarżonej.
Beata K. w ostatnim słowie,
płacząc, powiedziała: - Nie mogłabym czegoś takiego zrobić.
Halina K. (matka Piotra
N.) zapewniała, że w dniu i godzinie zdarzenia Beata K. siedziała z nią
przy stole. Prosiła o uniewinnienie, gdyż broni słusznej sprawy. Jej mąż
Andrzej K. stwierdził natomiast, że Annie Jaźwińskiej zatarła się granica
między jawą a snem. Na koniec dodał, iż jest niewinny.
Wyrok zapadnie 11 października.
Agata Łukaszewicz
Za dziennikiem Rzeczpospolita |