Morderstwo Daniela Jaźwińskiego w sklepie "Ultimo"
w warszawkim Śródmieściu w grudniu 1997 r.
Aktualizacja 04.04.2001 r.
 
Serwis ZSRE czyli UE
Witryna eurosceptyków

Witryna główna Unii Polityki Realnej
Główna witryna
Unii Polityki Realnej

PROCES 

Zbrodnia przy Nowym Świecie

To była egzekucja - twierdzi prokurator

To była zaplanowana i przygotowana egzekucja - tak żądanie podwójnego dożywocia dla Beaty K., oskarżonej o dokonanie i usiłowanie zabójstwa, uzasadniał w poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Warszawie prokurator. Obrońca Beaty K. twierdzi, iż jego klientka jest niewinna i niezdolna do dokonania tak strasznego czynu. Wyrok zapadnie 11 października.
Do tragicznego wydarzenia doszło 16 grudnia 1997 r. w sklepie odzieżowym Ultimo przy ul. Nowy Świat 36 w Warszawie. Prowadząca go Anna Jaźwińska właśnie zamykała, gdy ktoś zapukał. Według niej była to Beata K., kiedyś pracownica firmy Ultimo. Późniejsze zdarzenia znane są z relacji pani Jaźwińskiej. - Po wejściu Beata zaczęła coś krzyczeć. Gdy w jej ręku zobaczyłam broń, zawołałam męża - zeznała w śledztwie. Desperatka skierowała rewolwer w stronę nadchodzącego Daniela Jaźwińskiego. Potem padły strzały. Pierwsza kula trafiła mężczyznę, druga jego żonę. Konającego dobił kolejny strzał, ranna kobieta straciła przytomność. Odzyskała ją w szpitalu, a pilnującym policjantom, w obecności lekarza dyżurnego, podała nazwisko Beaty K. jako sprawczyni.
Uciekając z miejsca zbrodni, Beata K. miała ukraść z kasetki utarg z trzech sklepów Ultimo. Właściciel szacuje stratę na 3 do 6 tys. zł. Zapach pozostawiony przez podsądną na kasetce jest jednym z dowodów w sprawie. Podsądna nie przyznawała się do winy.
- Beata K. szła do sklepu z zamiarem dokonania zabójstwa. To była egzekucja. Oskarżoną zgubiła pewność siebie, nie przypuszczała, że postrzelona Anna Jaźwińska jeszcze żyje - mówił prokurator. Wspominał też o motywie zbrodni. Za jedyny - jego zdaniem - można uznać zwolnienie z pracy Beaty K., kiedy wydało się, że kradnie.
Zażądał dla niej podwójnego dożywocia: jednego za zabójstwo Daniela Jaźwińskiego, drugiego za usiłowanie zabójstwa jego żony Anny.
Dla pozostałych oskarżonych: Piotra N., byłego narzeczonego Beaty K., oraz małżeństwa Haliny i Andrzeja K., stojących pod zarzutem składania fałszywych zeznań, które miały utrudnić śledztwo, wnosił o kary po 4 lata więzienia.
Mec. Jerzy Biejat, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych: Anny (żony Daniela) i Huberta Jaźwińskich (jego brat), mówił, iż jest głęboko przekonany, że na ławie oskarżonych siedzi właściwa osoba. - Przekonują mnie o tym dowody zebrane w sprawie, bo dwa z nich: zeznania pani Jaźwińskiej oraz Piotra N. (pierwsze, w których zeznał, iż Beata K. przyznała przed nim, iż to ona dokonała tego czynu), są pierwszoplanowe. Obydwa przesądzają o winie Beaty K. Za motyw mec. Biejat uważa nie samo zwolnienie jej z pracy, lecz odcięcie od możliwości łatwego zdobywania większych pieniędzy. Poparł prokuratorskie żądanie kary.
Opanowana do tej pory Anna Jaźwińska wczoraj nie wytrzymała. W ostatnim słowie mówiła o krzywdzie, jaką uczyniła jej oskarżona. - Widziałam i wiem, kto zabił mojego męża i strzelał do mnie - twierdziła kategorycznie. Jej zdaniem postawa Beaty K. podczas procesu była tylko grą. Obrońca Beaty K. przekonywał, iż jego klientka jest niewinna i niezdolna do popełnienia tak okrutnego czynu. - W tej sprawie jest wiele wątpliwości (nieokreślenie broni, z której strzelano, przestrzelona kurtka Anny Jaźwińskiej, która twierdzi, iż nie miała jej na sobie), a takie należy rozstrzygać na korzyść oskarżonej.
Beata K. w ostatnim słowie, płacząc, powiedziała: - Nie mogłabym czegoś takiego zrobić.
Halina K. (matka Piotra N.) zapewniała, że w dniu i godzinie zdarzenia Beata K. siedziała z nią przy stole. Prosiła o uniewinnienie, gdyż broni słusznej sprawy. Jej mąż Andrzej K. stwierdził natomiast, że Annie Jaźwińskiej zatarła się granica między jawą a snem. Na koniec dodał, iż jest niewinny.
Wyrok zapadnie 11 października.

Agata Łukaszewicz

Za dziennikiem „Rzeczpospolita”

Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 04.04.2001 r.