|
Morderstwo studentki we Wrocławiu - marzec 2001 |
||
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza |
Aktualizacja 26.11.2010 Nie ma litości dla zabójców Doroty Renata Grochal 2005-09-09, ostatnia aktualizacja 2005-09-09 00:00 Sąd Apelacyjny utrzymał w piątek kary dożywocia i 25 lat więzienia dla zabójców 21-letniej studentki Doroty J. Pokrzyżował w ten sposób plany jednego ze skazanych, który po wyjściu na wolność chciał dalej zabijać. W więzieniu stworzył nawet "listę śmierci", na którą wciągnął 10 osób Na liście Doriana Ruszkowskiego znaleźli się m.in. świadkowie, którzy przeciwko niemu zeznawali, współoskarżony Marcin Piecyk (skazany na 25 lat więzienia) i policjant, który prowadził sprawę zabójstwa studentki Doroty J. Sędzia Witold Franckiewicz: - O liście opowiadali świadkowie, którzy zeznawali w tej sprawie. Ale to bestialskie zabójstwo, którego dopuścili się oskarżeni, eliminuje ich ze społeczeństwa. Zabójstwo Doroty to jedna z najbrutalniejszych zbrodni popełnionych w ostatnich latach na Dolnym Śląsku. W marcu 2001 roku 21-letnia studentka bawiła się w Radiobarze. Spotkała tam kolegę Mariusza N. (po zatrzymaniu powiesił się w areszcie). Zaprosił ją do stolika, przy którym siedzieli Ruszkowski i Piecyk. Spędziła z nimi resztę wieczoru. Nie miała pojęcia, że w Niemczech prowadzą agencję towarzyską, w której biją i gwałcą prostytutki. Nad ranem zaproponowali, że odwiozą ją do domu. Ale zamiast na ul. Zachodnią, gdzie wynajmowała mieszkanie, wywieźli ją do opuszczonego domu na peryferiach Wrocławia. Tam wielokrotnie ją gwałcili. Mariusz N. bił ją po twarzy. Gdy przerażona naga Dorota stłukła szybę w oknie i wyskoczyła przez okno na mróz, przyprowadzili ją z powrotem i dalej się nad nią pastwili. Bili ją pięściami i cięli szkłem po szyi. Później zaprowadzili do łazienki, spłukali prysznicem i znowu gwałcili. Na koniec pomogli jej się ubrać i wywieźli nad staw w Leśnicy. Tam nadal ją bili, kopali i zadawali ciosy nożem. Oprawców policja zatrzymała po kilku miesiącach śledztwa, sąd zaś w 2004 roku skazał Ruszkowskiego na dożywocie, a Piecyka na 25 lat więzienia. Obaj odwołali się od tego wyroku, żądając niższej kary. Ruszkowski ani przez chwilę nie okazał skruchy i do samego końca twierdził, że jest niewinny. Ale wczoraj nie był już taki pewny swego, jak podczas pierwszego procesu. Plątał się w wyjaśnieniach i nie potrafił opanować drżenia rąk. - Policja i prokuratura uwzięły się na mnie, robiąc sobie kpiny z mojego życia - mówił. Matka zamordowanej Doroty łamiącym się głosem przed ogłoszeniem wyroku prosiła o utrzymanie dożywocia dla Doriana i surowszą karę dla Marcina Piecyka: - Byłabym bardzo zadowolona, gdyby obaj mordercy mojej córki dostali dożywocie. Gdyby od początku byli szczerzy, gdyby się przyznali, powiedzieli, że nie wiedzą, co im się stało, byłoby mi ciężko, ale spojrzałabym na to inaczej. Ale oni są perfidni. Przez cztery lata śmiali mi się prosto w twarz. Sędzia Witold Franckiewicz: - Piecyk poszedł na współpracę z organami ścigania i ujawnił szczegóły tej zbrodni. To prawda, że dozował informacje, które przekazywał policji i prokuraturze. Nie powiedział do końca prawdy. Ale to dzięki jego wyjaśnieniom policji udało się zebrać kolejne dowody i postawić zarzut zabójstwa Dorianowi Ruszkowskiemu. 30-letni dziś Dorian Ruszkowski będzie mógł się starać o przedterminowe warunkowe zwolnienie po 35 latach, a jego rówieśnik Marcin Piecyk po 20. Wyrok jest prawomocny. Za "Gazetą Wyborczą" z dn. 09.09.2005 Dożywocie dla bydlaka 29-letni Dorian Ruszkowski, który brutalnie zgwałcił i zamordował 21-letnią studentkę, spędzi resztę życia za kratami. Jego kompan posiedzi 25 lat. Dorian Ruszkowski (29 l.) i jego dwóch kompanów: Mariusz N. i Marcin Piecyk (29 l.) porwali studentkę, wielokrotnie ją gwałcili, bili, cięli jej ciało kawałkiem szkła. Na koniec zadźgali nożem, a zwłoki zatopili w stawie. Wrocław Wczoraj wrocławski Sąd Okręgowy skazał Ruszkowskiego - mózg całej bandy - na dożywocie, a jego kompana Marcina Piecyka na 25 lat więzienia. Trzeci z bandytów w więzieniu popełnił samobójstwo. Skazany na dożywocie bandzior robił głupie miny. Gdy usłyszał z ust sędziego: "dożywocie" - mina mu jednak zrzedła. - Oskarżony jest wyrachowany, zimny. Traktuje ludzi jak przedmioty - grzmiał sędzia Alojzy Zawadzki, przewodniczący składu sędziowskiego. - Jest złym człowiekiem i tego nie da się już naprawić. Dlatego został skazany na dożywocie. Jego kompan - Marcin Piecyk - ma spędzić za kratkami ćwierć wieku. - Sąd wierzy, że oskarżony jeszcze się w życiu poprawi. Poza tym m.in. dzięki niemu zyskaliśmy dowody winy oskarżonych - dodaje sędzia. Ruszkowski będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie po odbyciu 35 lat kary, Piecyk - gdy odsiedzi 20 lat. Wyrok, z drżeniem rąk, wysłuchiwała matka ofiary - Halina Jodłowska (56 l.). - Żaden wyrok nie zwróci mi życia córki. Ja życzę im wszystkiego najgorszego - łkała pani Halina. - Wierzę, że oprócz sądu tutaj na ziemi jest jeszcze sąd w niebie i on osądzi tych ludzi - dodała. Proces ciągnął się przez 31 rozpraw. Zgromadzono 30 tomów akt. Do tragedii doszło w marcu 2001 roku. Dorota Jodłowska bawiła się na dyskotece. Po imprezie przyszli oprawcy zaproponowali jej odwiezienie do domu. Zgodziła się, bo jeden z katów - Mariusz N. - był jej znajomym. Wywieźli ją, ale do domu Ruszkowskiego. Tam przez całą noc bestwili się nad dziewczyną. Nie mieli dla niej żadnego szacunku. Okazało się, że zarabiali na sprzedaży kobiet do domów publicznych w Niemczech. Wyrok nie jest prawomocny. Robert Migdał Za serwisem dziennika "Super Express" z dn. 15.09.2004 r. Kary dożywocia i 25 lat więzienia za zabójstwo studentki Na karę dożywotniego więzienia skazał wrocławski sąd Doriana Ruszkowskiego, oskarżonego o kierowanie grupą przestępczą i zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem 21-letniej studentki. Drugi z oskarżonych o udział w zabójstwie, Marcin Piecyk, otrzymał karę 25 lat więzienia. Sąd zezwolił na publikację danych personalnych i wizerunku oskarżonych. Sędzia Alojzy Zawadzki zastrzegł, że Ruszkowski będzie mógł warunkowo przedterminowo opuścić więzienie po odbyciu 35 lat kary; Piecyk - po 20 latach. Od obu oskarżonych zasądzono również kwoty po 8 tys. zł na rzecz fundacji Anny Dymnej "Mimo wszystko", wspierającej osoby niepełnosprawne. Wniosek taki złożyła matka zamordowanej studentki, która występowała w procesie jako oskarżyciel posiłkowy. Pozostałych dziewięciu oskarżonych o udział w grupie, którą kierował Ruszkowski, skazano na kary od 2 lat do 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na cztery lata. W uzasadnieniu wyroku sędzia skupił się głównie na zabójstwie 21-letniej Doroty J. Doszło do niego w marcu 2001 r. we Wrocławiu. Oskarżeni wielokrotnie gwałcili, bili i poniżali dziewczynę. Ciało zasztyletowanej Doroty J. wrzucili do pobliskiego stawu. "Niewątpliwie każdy, kto jest zdolny do takiej zbrodni, jest osobą głęboko zdemoralizowaną" - oświadczył sędzia Zawadzki. "Oskarżony Ruszkowski jest osobą wyrachowaną, zimną, który, jak wynika z zeznań świadków, traktował kobiety jak "świnie". Miał taki stosunek do ludzi, traktował ich instrumentalnie, wyłącznie dla własnych potrzeb. Również podczas procesu zachowywał się lekceważąco, trzeba go było przywoływać do porządku. Robił to przed obliczem matki zamordowanej dziewczyny" - zaznaczył sędzia. Dodał, że Ruszkowski zasłużył na orzeczenie najwyższego wymiaru kary, jaki obowiązuje w kodeksie karnym. Zdaniem sądu, o demoralizacji Ruszkowskiego świadczy też fakt, że w kilkanaście godzin po dokonaniu zabójstwa poszedł na egzamin na prawo jazdy i bez problemów go zdał. Sąd dopatrzył się okoliczności łagodzących w stosunku do Marcina Piecyka. Ten oskarżony przyznał się do winy i opowiedział o mordzie. Jego wyjaśnienia pozwoliły częściowo ustalić okoliczności, choć oskarżony pomniejszył swoją rolę. W czasie ogłaszania wyroku Ruszkowski, który nigdy nie przyznał się do winy, kilka razy mówił do fotoreporterów, by nie robili mu zdjęć. Na koniec powiedział, że jest niewinny. Matka zamordowanej dziewczyny po ogłoszeniu wyroku powiedziała, że "żadna kara nie uleczy jej bólu". Zdaniem prokuratury, Dorian Ruszkowski kierował 10-osobową grupą przestępczą, która organizowała nielegalny wywóz kobiet do Niemiec i prowadziła tam agencje towarzyskie. Grupa działała od czerwca 1999 r. do września 2001 r. we Wrocławiu oraz kilku miastach w Niemczech. Na ławie oskarżonych zasiadło w sumie 11 osób, w tym trzy kobiety. Ruszkowski i Piecyk poznali 21-letnią studentkę w jednym z wrocławskich nocnych klubów w marcu 2001 roku. Po wyjściu z klubu nie odwieźli kobiety do jej mieszkania, tylko pojechali do domu Doriana. Tam Dorotę J. wielokrotnie gwałcili, bili i kaleczyli odłamkami z rozbitej szyby. Dziewczyna próbowała uciekać, wyskoczyła przez okno, ale oprawcy złapali ją. W końcu zadali jej kilka ciosów nożem w szyję i klatkę piersiową. Ciało studentki wrzucili do pobliskiego stawu. Dzień po zabójstwie zajęli się usuwaniem śladów przestępstwa: zrywali tapety, czyścili chlorem ściany, okna i dywany. Później wyjechali do Niemiec, gdzie zostali zatrzymani. W zabójstwie brał jeszcze udział trzeci mężczyzna, Mariusz N. Popełnił on jednak samobójstwo w więzieniu w Niemczech, po tym jak dowiedział się, że polskie organy ścigania wystąpiły z wnioskiem ekstradycyjnym i będzie odpowiadał za zabójstwo Doroty J. Wyrok nie jest prawomocny. Za serwisami WP, | Onet.pl, | INTERIA.PL z dn. 14.09.2004 r. Prokuratura: dożywocie za gwałt i morderstwo Proces dwóch młodych mężczyzn oskarżonych o brutalne zamordowanie 21-letniej studentki zakończył się przed wrocławskim sądem. Prokurator Dorota Cebrat zażądała dla Doriana R. dożywotniej kary więzienia, a dla Marcina P. 25 lat pozbawiania wolności. Dorota Cebrat chce, by pierwszy mógł się starć o wyjście na wolność po 40 latach, drugi po 20. Matka zabitej studentki mówiła, płacząc, że żadna kara nie zwróci jej dziecka. Do tragicznych wydarzeń doszło w marcu 2001 roku. Oskarżeni z trzecim jeszcze mężczyzną, który popełnił samobójstwo w niemieckim więzieniu, wywieźli młodą kobietę do odludnego domu, tam wielokrotnie zgwałcili, pobili, a później zamordowali. Zwłoki wrzucili do stawu. Dodatkowo w procesie tym odpowiada 9 innych osób oskarżonych o wywożenie Polek do Niemiec, gdzie prowadzili domy publiczne. Prokurator zażądał dla nich od roku więzienia w zawieszeniu do 3 lat pozbawienia wolności. Wyrok zapadnie we wtorek. Za serwisem WP z dn. 09.09.2004 r.
|
|
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 14.09.2004 r. |
||