Zlecone morderstwo męża w Zakopanem w lutym 1998 r.
Aktualizacja 15.06.2002 r.
|
Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza
|
ROZPRAWA Czworo podsądnych w sprawie morderstwa Kobieta zaplanowała, mężczyźni wykonali Pani Krystyna poprosiła nas o pozbycie się męża, więc go zabiliśmy - mówili wczoraj przed nowosądeckim Sądem Okręgowym 18-letni uczniowie zawodówki oskarżeni o zamordowanie męża mieszkanki Zakopanego. Kobieta i 20-letni mechanik samochodowy odpowiadają za planowanie i kierowanie zabójstwem. Mąż Krystyny B. zniknął w lutym minionego roku. Z wyjaśnień oskarżonej i jej dzieci wynikało, że wyjechał, nie mówiąc dokąd. Ponieważ Edward B. był na stałe związany z miastem, policja zaczęła podejrzewać, że nie żyje. Dopiero w październiku 1998 r. przeszukano garaż i posesję państwa B. Policjanci odkryli w garażu ślady krwi. Zarzuty przedstawiono dwóm uczniom zakopiańskiej zawodówki, mechanikowi samochodowemu oraz żonie zamordowanego. Odnalezienie ukrytych w lesie zwłok i poznanie szczegółów zbrodni umożliwiły wyjaśnienia trzech oskarżonych, którzy przyznali się do zabójstwa. Krystyna B. wszystkiemu zaprzeczyła. - Kilka miesięcy przed zabójstwem pani Krystyna zaczęła wspominać o konieczności wyeliminowania jej męża. W końcu go zabiliśmy, używając kolby pistoletu gazowego i metalowej rurki - wyjaśnił 18-letni Łukasz Sz. Pytany przez obrońców o motywy powiedział, że poprosiła go o to pani Krystyna. Sam nic przeciwko mężczyźnie nie miał. Zarówno ten oskarżony, jak i następni nie potrafili powiedzieć, dlaczego dali się namówić 38-letniej kobiecie. - Ma coś takiego w sobie, że nie potrafiłem odmówić - tłumaczył kolejny 18-latek Marcin B. Dwóch uczniów zawodówki w garażu zamordowało męża oskarżonej. Najpierw strzelili do niego z pistoletu. Później okładali przygotowaną wcześniej rurką i kolbą pistoletu gazowego. Kiedy skończyli, poszli na górę do czekającej tam żony zamordowanego. W tym czasie w domu było kilkanaście osób. Niektórzy nawet słyszeli krzyki mordowanego, widzieli ciało. Oskarżona nie pozwoliła jednak nikomu schodzić do garażu, tłumacząc, że mąż napadł oskarżonych, którzy musieli się bronić. Podsądni powiedzieli dzieciom zamordowanego, że pobity ojciec uciekł. Wszyscy zaakceptowali tę historię. W nocy ciało zamordowanego zostało ukryte w studzience kanalizacyjnej. Po upływie kilku tygodni okazało się, że w pobliżu prowadzone są roboty melioracyjne. Krzysztof K. postanowił przenieść zwłoki w inne miejsce. - W nocy zszedłem do studzienki i zaczepiłem ciało na linie - opowiadał przed sądem Marcin B. Z jego relacji wynika, że zwłoki zostały zawinięte w worki foliowe i zakopane w lesie. Obaj bezpośredni sprawcy zabójstwa starali się bronić trzeciego współoskarżonego Krzysztofa K. Twierdzili, że nie planował on zabójstwa. Wcześniej jednak oskarżeni wyjaśniali, że Krzysztof K. wiedział o zbrodni, nie mógł jednak wziąć w niej udziału, gdyż miał zwichniętą rękę. Pomógł w ukryciu zwłok. Dziś drugi dzień procesu. Wyjaśnienia ma składać Krystyna B. Maciej Kuciel Za dziennikiem "Rzeczpospolita" z dn. 08.10.1999 r.
|
Proszę
wybrać przejście:
strona utworzona 15.06.2002 r.