Morderstwo trojga Ukraińców - Zgorzelec 04-05.2004

Aktualizacja 06.07.2004

Strona główna

Antysocjalistyczne Mazowsze

Witryna Antysocjalistycznego Mazowsza

Areszt dla podejrzanych o zabójstwo trojga Ukraińców

22-letni Robert K. i 20-letni Rafał J. ze Zgorzelca, podejrzani o zabójstwo trojga obywateli Ukrainy, zostali aresztowani na trzy miesiące - poinformował rzecznik dolnośląskiej policji Ryszard Zaremba. Obaj mężczyźni przyznali się do zarzucanych im czynów. Grozi im dożywocie. Pozostałym trzem zatrzymanym w tej sprawie mężczyznom grozi do 5 lat więzienia za przemycanie ludzi przez granicę.

22 kwietnia i 31 maja br. w stawie k. Zgorzelca odkryto zwłoki dwóch kobiet i mężczyzny. Ofiary były skrępowane i obciążone kamieniami. Sekcja wykazała, że zadano im kilkanaście uderzeń tępym narzędziem. W toku śledztwa ustalono, że zabici to obywatele Ukrainy: 38-letnia Maria Sz., 48-letnia Maria P. oraz mężczyzna, którego dane potwierdza obecnie policja ukraińska.

Mieli oni być przeprowadzeni nielegalnie przez granicę polsko- niemiecką przez zajmującą się tym procederem grupę Polaków. Przemytnicy wzięli za to pieniądze, ale przerzut się nie udał. Ukraińcy zginęli, bo przemytnicy chcieli się pozbyć kłopotliwych klientów.

Jak powiedział Zaremba, sprawa była trudna, bo zabici nie mieli przy sobie żadnych dokumentów więc szukanie zabójców odbywało się "po omacku". Nie było też żadnych świadków. Nikt w okolicy nie znał zabitych. Dopiero po dwóch miesiącach, w miniony piątek, policji udało się zatrzymać pięciu podejrzewanych mężczyzn w wieku od 19 do 23 lat.

Wszyscy mieszkają w Zgorzelcu i okolicznych wioskach. Nie pracują. Część z nich była już notowana przez policję za różne przestępstwa. Niektórzy to narkomanii. Od kilku miesięcy zajmowali się nielegalnym przerzutem obcokrajowców do Niemiec.

Dwóm z nich: 22-letniemu Robertowi K. i 20-letniemu Rafałowi J. postawiono zarzut potrójnego zabójstwa. - Mężczyźni nie tylko się przyznali, ale jeszcze podczas wizji lokalnej dokładnie pokazali jak dokonali zabójstw - powiedział Zaremba.

Za serwisami WP, Onet.pl z dn. 05.07.2004 r.


Ludzkie "paczki"

Nielegalny imigrant jest dla przemytników towarem

Morderstwo dwóch kobiet i mężczyzny pokazało tragedię nielegalnych imigrantów. W ubiegłym tygodniu aresztowano sprawców zabójstwa Roberta K. i Rafała J. Obaj znani są policji.

Dwie Ukrainki i do dziś niezidentyfikowany mężczyzna zginęli w okolicach Zgorzelca z rąk 22-letniego Roberta K. i 20-letniego Rafała J. Obaj odnotowani byli już w policyjnej kartotece za narkotyki oraz przemyt ludzi przez granicę. Według ustaleń policji zabójcy brali po kilka tysięcy euro od osoby za przeprowadzenie przez granicę do Niemiec. Troje Ukraińców miało pecha, już przygotowano przeprawę łodziami przez Nysę Łużycką, ale coś nie wyszło. Wtedy przemytnicy postanowili pozbyć się "towaru". Z zimną krwią zabili trzy osoby ciosami w głowy. Zwłoki utopili w stawie.

Nielegalny imigrant nie jest dla przemytników człowiekiem, ale "towarem", "trollem", "paczką". Patrolom straży granicznej zdarza się zatrzymywać zimą nad Bugiem zziębnięte, wygłodzone grupy z Wietnamu, Indii, Chin czy Pakistanu. Ludzki "towar" przez granicę jest przemycany także w przemyślnych schowkach. Usiłowano przewozić ludzi nawet pod deską rozdzielczą samochodu osobowego!

Przerzutem ludzi na Zachód zajmują się zorganizowane, międzynarodowe gangi, złożone z organizatorów, naganiaczy i wykonawców. - Razem z grupami nielegalnych imigrantów najczęściej zatrzymujemy przewodników-Polaków. Jednak organizatorami są zarówno Polacy, jak i obywatele innych państw, najczęściej zza naszej wschodniej granicy. Tych ujawniamy dzięki działaniom operacyjnym - mówi płk Jarosław Żukowicz, rzecznik Komendy Głównej Straży Granicznej.

Za przerzucenie człowieka z Azji do Europy Zachodniej gangi biorą około 10 tys. dolarów. Często cała wietnamska czy pakistańska wioska składa się, aby opłacić podróż jednego człowieka. Liczą, że kiedy trafi do europejskiego eldorado, ściągnie następnych. Częściej jednak ta podróż kończy się nad brzegami Bugu, Nysy lub Odry. - Na "zielonej" granicy nasi funkcjonariusze najczęściej zatrzymują grupy liczące od kilku do kilkunastu osób, jednak zdarzają się nawet 30-osobowe "wycieczki" - mówi płk Jarosław Żukowicz.

Andrzej Walentek

Za dziennikiem "ŻW" z dn. 05.07.2004 r.


Zatłukli ich dla pieniędzy

Dwóch morderców, którzy z zimną krwią roztrzaskali głowy swoim ofiarom, wpadło w ręce dolnośląskiej policji. Robert K. (22 l.) i Rafał J. (20 l.) przyznali się do zabójstwa dwóch Ukrainek i jednego mężczyzny.

Byli brutalni: związali swoje ofiary i zadali im kilka śmiertelnych ciosów w głowę. Dla zatarcia śladów obciążyli zmasakrowane zwłoki kamieniami i potopili w pobliskim stawie.

Robert K. (22 l.) i Rafał J. (20 l.), mieszkańcy Zgorzelca i okolic, zajmowali się przerzutem obcokrajowców zza wschodniej granicy do Niemiec.

- Poza tym prowadzili rozrywkowe życie: bawili się na dyskotekach, w pubach, ćpali. Nie pracowali. Byli wcześniej notowani za kradzieże, posiadanie narkotyków i przemyt ludzi - opowiadają policjanci.

Zarobić na przemycie

Nie pochodzili z patologicznych rodzin. Żeby zarobić na życie, postanowili zająć się przemytem. Działali od kilku miesięcy. Nie wiadomo, ile osób przez ten czas udało się im przerzucić do Niemiec. Za jednego obcokrajowca brali kilka tysięcy euro. W marcu zgłosiły się do nich dwie Ukrainki, Maria Sz. (38 l.) i Maria P. (48 l.), oraz mężczyzna, którego dane potwierdza obecnie ukraińska policja.

- Pozbyli się oni całego swojego majątku na Ukrainie i postanowili rozpocząć lepsze życie na Zachodzie - opowiadają gliniarze.

Polscy przemytnicy postanowili przerzucić całą trójkę do Niemiec. Łodziami przez Nysę Łużycką. Nie udało im się. Prawdopodobnie zostali spłoszeni przez pograniczników.

Gdy akcja poniosła fiasko, Ukraińców zamknięto w kryjówce w okolicy Zgorzelca. Byli tam przetrzymywani kilka dni.

Zabili i potopili

- Wtedy to dwóch przemytników postanowiło dokonać zabójstwa. Zaplanowali je ze szczegółami - opowiada Ryszard Zaremba z dolnośląskiej policji.

Zadali swoim ofiarom ciosy w głowę. Potem obrabowali ofiary, a zwłoki potopili w stawie w okolicy Gozdanina. Kilka dni później zmasakrowane ciała wypłynęły na powierzchnię. Natknął się na nie przypadkowy przechodzień. Na nogi została postawiona cała policja. Gliniarze mieli nie lada orzech do zgryzienia: nie było świadków, nieznana była tożsamość ofiar. - Wytypowaliśmy kilka osób, sprawdzaliśmy ich alibi, powiązania, kontakty. Udało się - chwali się Zaremba.

Zatrzymania podejrzanych zakończyły się w piątek w nocy. Gliniarzom udało się wyłapać szajkę przemytników, w tym dwóch kilerów.

Zabójcy byli zaskoczeni. - Nie stawiali oporu. W czasie przesłuchania przyznali się do winy - mówi inspektor Zbigniew Ciosmak, zastępca naczelnika dolnośląskiej dochodzeniówki.

Wczoraj postawiono im zarzuty zabójstwa. Grozi im dożywocie. Prokuratura wystąpiła też do sądu o tymczasowe aresztowanie dwóch zwyrodnialców.

Pozostałym trzem członkom gangu postawiono zarzut przemytu ludzi. Mogą za to posiedzieć do 5 lat. Nie wiadomo, czy zatrzymani zabójcy mają na swoim sumieniu też inne ofiary. Policja tego nie wyklucza.

autor: Wrocław, Zgorzelec | Robert Migdał

Za serwisem "Super Expressu" z dn. 03.07.2004 r.


Proszę wybrać przejście:

strona utworzona 06.07.2004 r.